Grajdołek to wykopane na plaży w piasku zagłębienie, często otoczone wałem, służące plażowiczom do odseparowania się od otoczenia i ochrony przed wiatrem. (Wielki słownik języka polskiego PAN). Ale grajdołek to też często pejoratywne określenie na małą, zapadłą, zaniedbaną wieś lub prowincjonalne miasteczko, kojarzone z ciasnym, hermetycznym środowiskiem, które opiera się zmianom i zrozumieniu otaczającego świata. W skali makro takim grajdołkiem jest, za sprawą pożal się Boże klasy politycznej, Polska, nasza ojczyzna. Na szczęście nie wszyscy wpadli do tego grajdołka i nie mogą, a częściej nie chcą się z niego wygrzebać. I właśnie dla tych, którzy nie wpadli, albo zdołali się już wydostać z tego naszego politycznego „grajdołka” stawiam tezę, że położenie geopolityczne Polski z historycznego przekleństwa możemy przekuć w prawdziwy „dar niebios”, a to za sprawą fenomenu, któremu na imię BRICS. Zapraszam państwa do wysłuchania wywiadu jakiego udzieliłem nt. szans i wyzwań jakie niesie ze sobą fenomen „organizacji nowego typu” o nazwie BRICS (BRICS+).
W minioną sobotę na Kongres Inicjatyw Narodowych Gospodarczych i Samorządowych – w skrócie KINGS – przyjechało (za własne pieniądze) ponad 700 osób, płacąc dodatkowo wpisowe 300 zł (uczestnicy otrzymali za to obiad i kawę z ciasteczkami w każdej przerwie między panelami). Byli to głównie przedstawiciele klasy średniej, raczej wyższej aniżeli niższej, w dużej liczbie przedsiębiorcy i ludzie wolnych zawodów, z dominantą wiekową 40-60 lat. Działaczy partyjnych była co najwyżej setka! Uczestnicy spotkania przysłuchiwali się dyskusjom w 12 tematycznych panelach, w których uczestniczyli uznani eksperci, w większości nie związani z partią p. Grzegorza Brauna. Poziom dyskusji panelowych przerastał o dwa poziomy ten, który obserwujemy w debacie publicznej w wykonaniu głównych antagonistów i głupawych „minister” obecnego rządu. Zapis debat, w tym prowadzonej przeze mnie, udostępniony jest w Internecie. Ponieważ miałem przyjemność prowadzić panel pt. „Wolność gospodarcza – bezpieczeństwo przedsiębiorczości.” korzystam z przywileju promocji poruszanych tam treści, udostępniam to na swoim kanale w ramach serii „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce” i serdecznie Państwa zapraszam do wnikliwej analizy prezentowanych tam opinii.
Winners & Losers roku 2026.
Zgodnie z moimi przewidywaniami wkroczyliśmy w rok 2026 bardzo dynamicznie. Zupełnie jak w filmach Alfreda Hitchcocka, kiedy to pierwszą sceną było trzęsienie ziemi, a później napięcie systematycznie rosło. W roku 2026 takim trzęsieniem ziemi, politycznym trzęsieniem ziemi, była brawurowa akcja komandosów amerykańskich w Wenezueli, w nocy z 2 na 3 stycznia bieżącego roku. To, że ten rok będzie ważnym rokiem i może być rokiem przełomowym, również już mówiłem w poprzednich podcastach.
Ale jeżeli nawet nie będzie to rok przełomowy, to na pewno będzie ostatnim, poprzedzającym rok przełomowy. Przełomem nazywam to, co tworzy zmianę geopolityczną świata. A skoro geopolityczną, to również naszej części świata, czyli Europy Środkowo-Wschodniej, której Polska jest centrum.
Przełomy mają to do siebie, że jedni na nich tracą, a inni mają szansę zyskać. I o tym, kto może być głównym wygranym (Winner) roku 2026, a kto po przegranym (Loser), mówię w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
P.S.
Znów przytrafił mi się lapsus językowy, mianowicie królem pruskim, który przywrócił państwo niemieckie do gry w polityce europejskiej był oczywiście nie Wilhelm Wielki, tylko Fryderyk Wielki (zwany przez jemu współczesnych Starym Frycem).
I drugi lapsus, gdy powiedziałem, że na Ukrainie zginęło 800 tysięcy żołnierzy. Faktycznie Ukraina poniosła straty 800 tysięcy żołnierzy, do których to strat należy zaliczyć zabitych, okaleczonych i zaginionych.
W dawno i słusznie minionych czasach krążył taki dowcip opisujący charakter wymiany handlowej między Polską – zwaną wtedy PRL – a Związkiem Radzieckim (ZSRR): „My im dajemy węgiel (w domyśle górnośląski), a oni nam za to świnie zabierają (chodziło o mięso i wędliny, których w Polsce wtedy brakowało). Ten stary dowcip, z nieco już posiwiałą brodą, doskonale pasuje do opisu obecnej, polskiej rzeczywistości politycznej, tylko nieco udomowiony i uwspółcześniony. Otóż na niekończące się pasmo porażek w domenie finansów publicznych, słyszymy ze strony propagandystów rządowych, że za to mamy równie niekończące się pasmo „sukcesów” w domenie polityki zagranicznej. A jak jest naprawdę i jakie te oba zjawiska mogą mieć konsekwencje dla państwa polskiego, mówię, w nieco ironicznej formie (choć po prawdzie jest to śmiech przez łzy, bo sprawy dotyczą naszego, a nie ich państwa), w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
Ceniąc sobie kulturę słowa i rzeczową dyskusję, zachęcam do merytorycznych uwag i komentarzy pod tym postem oraz na moim kanale.
Pytanie postawione w tytule zdaje się być pytaniem retorycznym. Tylko, czy ta smutna prawda dociera już nawet nie do szerszej publiczności, ale choćby do polityków odpowiadających za finanse publiczne oraz za świadczenie tych usług, do których rządzone przez nich państwo zobowiązało się wobec własnych obywateli? A zobowiązanie to nie jest gestem dobrej woli „miłosiernego Samarytanina”, w której to roli lubują się obsadzać nasi „umiłowani przywódcy”, tylko „psi obowiązek”, za który słono płacimy (w podatkach i parapodatkach) – w przypadku tzw. ochrony zdrowia jest to blisko 300 mld zł rocznie! Ale, oczywiście jak wiemy, nie jest to głównym, czy choćby ważnym zmartwieniem rządzących „naszym nieszczęśliwym krajem”. Ostatecznie, parafrazując klasyka, „rząd się sam wyleczy” (w oryginale: „rząd się sam wyżywi”) w klinikach i sanatoriach rządowych. Dzielni parlamentarzyści, ich rodziny i powinowaci, no może jeszcze wąskie grono „przyjaciół królika”, również. Patrząc na sposób wydawania pieniędzy publicznych, które w istocie są pieniędzmi podatników, trudno oprzeć się wrażeniu, że sytuacja coraz bardziej upodabnia się do tej z XX-lecia międzywojennego. Towarzystwo się bawi (w czym celowała Warszawka kapitalnie sportretowana przez Tadeusza Dołęgę–Mostowskiego w „Karierze Nikodema Dyzmy”), a suweren stoi w niekończących się kolejkach do funkcjonariuszy NFZ-tu. Bardzo dobrą ilustracją tego stanu rzeczy były „Igrzyska Wolności” zorganizowane w Łodzi (mieście zadłużonym po uszy) w dniach 24–26 października br. Zaproszono na nie m.in. George Clooney’a (swoją droga mojego rówieśnika) – pierwszoplanową gwiazdę Hollywood ‘u, którego wizyta kosztowała ok. 1/3 budżetu rocznego średniej wielkości szkoły podstawowej, a jego prywatny Jett – podczas lotu tam i z powrotem – wyemitował tyle „zabójczego” CO2, ile przez całe życie nie wyjeździ przeciętna polska rodzina swoim kilkunastoletnim dieslem (ekwiwalent ok. 900 000 km !!!). W związku z tym proponuję zmienić nazwę na: „Igrzyska próżności i hipokryzji”. Będzie bliższa prawdy.![]()
Wracając do głównego tematu. Swego czasu Janusz Korwin–Mikke trafnie zauważył, że jak człowiek jest chory, to nie woła: „dajcie mi pracownika Mininisterstwa Zdrowia, NFZ, czy Wydziału Zdrowia Urzędu Miasta”, tylko prosi o pomoc lekarza lub pielęgniarkę. Obecna, skrajnie zbiurokratyzowana – i jak doświadczamy na co dzień – niewydolna struktura tzw. państwowej służby zdrowia, znakomicie wydłuża drogę pacjenta do lekarza, czyniąc ją często ostatnią drogą (w tzw. pandemii CV19 było to udziałem blisko 250 tys. Polaków). A jakie mogą być bliższe i dalsze konsekwencje próby podtrzymania bankrutującego sytemu opartego na Narodowym Funduszu Zdrowia, mówię w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
P.S.
W 8 min. 54 sek. nagrania popełniłem „czeski błąd”, używając określenia „podaż”, zamiast „popyt”. Za popełnione przejęzyczenie uprzejmie przepraszam. ![]()
G20 to elitarny klub państw i dwóch organizacji międzynarodowych założony w 1999 roku. Zrzesza 20 krajów o największym PKB (co formalnie ma odzwierciedlać potencjał gospodarczy), ale krajów, które miały taką pozycję w roku założenia, zatem 26 lat temu. Te 26 lat to tylko jedno pokolenie, ale w czasie jego trwania zaszły wręcz kopernikańskie zmiany na mapie gospodarczej świata! Również my Polska i Polacy mieliśmy w tym skromny udział. Wyprowadziliśmy kraj z zapaści gospodarczej i finansowej z przełomu lat 80. i 90. ubw. Popełniliśmy przy tym mnóstwo bardzo kosztownych błędów (np. przyzwolenie na likwidację rodzimego przemysłu, w tym obronnego), zarówno zamierzonych przez agenturalną część naszej klasy politycznej, jak i wynikających z rażącej niekompetencji „sterników” gospodarki narodowej i finansów publicznych. Niemniej, mimo wszystkich tych ułomności, właśnie dotarła do nas informacja, że Polska awansowała na 20. pozycję w rankingu najbardziej rozwiniętych państw świata. To byłaby dobra informacja, dodatkowo podbijająca nasze narodowe ego. Ale czy jest prawdziwa, a jeżeli tak, to w jaki sposób osiągnęliśmy tę pozycję, mówię w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
P.S.
W nagraniu, w ferworze walki, przydarzyło mi się kilka lapsusów, które mam nadzieję, wybaczą mi Państwo. ![]()
A jak mocno? Zerknijmy na krótką informację z dzisiejszego poranka. Jak donosi #dorzeczy.pl w wydaniu niedzielnym, opierając się na rozmowie Piotra Zychowicza z prof. Bogdanem Góralczykiem na kanale Historia Realna, w ostatnich dniach w Chinach miały miejsce wydarzenia, które można streścić w informacji: „Najnowsze, czwarte plenum Komitetu Centralnego KPCh odbyło się w dniach 20-23 października 2025 r. w Pekinie. W jego trakcie zatwierdzono nowy, pięcioletni plan gospodarczy na lata 2026–2030, który kładzie nacisk na samowystarczalność technologiczną, rozwój kluczowych sektorów jak sztuczna inteligencja i biotechnologia oraz na „jakość” wzrostu gospodarczego, a nie tylko jego tempo. Wydarzeniu towarzyszyły również znaczące zmiany personalne, w tym czystki w Komitecie Centralnym.” Ja swój komentarz nagrałem w czwartek 23.bm, zatem jeszcze przed zakończeniem obrad i ogłoszeniem cytowanego powyżej komunikatu. Czytając (powyższe) i słuchając (mojej wypowiedzi) mogą państwo zauważyć pewną zbieżność ocen.
A co w tym samym czasie robi i planuje robić Europa – a precyzyjnie rzecz ujmując – nasza droga cioteczka Unia? Zderzenie tych dwóch postaw i narracji jest wymownym znakiem naszych marnych czasów. A co z tego wynika i jakie może mieć to bliższe i dalsze konsekwencje (również dla nas w kraju), mówię w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
P.S.
Dosłownie w ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin mogliśmy usłyszeć, że do spotkania Trump – Putin w Budapeszcie (mówię o nim w poście), jednak nie dojdzie? Ale jak mawiał wybitny dyplomata XIX wieku książę Aleksander Gorczakow (min. spraw zagranicznych Aleksandra II Romanowa), należy wierzyć tylko w zdementowane informacje. ![]()
W ostatnich tygodniach znów było głośno o programie KPO, który miał odbudować potencjał gospodarki utracony w wyniku pandemii oraz dać wsparcie trwałej konkurencyjności gospodarki i wzrost poziomu życia społeczeństwa w dłuższym horyzoncie czasowym, jak można przeczytać na stronach rządowych. Co prawda ta walka z gospodarczymi skutkami „pandemii” przypomniała mi stare powiedzenie śp. Stefana Kisielewskiego o tym, że „Socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się trudności nieznane w żadnym innym ustroju!”, ale w tym przypadku – na usprawiedliwienie cioteczki Unii

– dał się zwariować niemalże cały świat! Tak, czy inaczej KPO przyznano nam (co prawda dopiero wtedy, kiedy demos dokonał właściwego wyboru) i miało być pięknie i wspaniale, i to „w dłuższym horyzoncie czasowym”. A wyszło jak zawsze. Nie będę w tym tekście i załączonym nagraniu zajmował się „michałkami” takimi, jak jachty czy ekspresy do kawy, tylko sprawami poważnymi, a do nich należy bez wątpienia energetyka. Przeanalizowałem możliwe wydatki finansujące inwestycje w tzw. źródła odnawialne, posługując się metodą „kosztów komparatywnych” (wg. Davida Ricardo). A do jakich wniosków doszedłem i co z tego może wynikać dla Polski, mówię w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
Alfred Hitchcock został okrzyknięty „Mistrzem suspensu” za swoje niezrównane umiejętności w budowaniu napięcia filmowego, szokowaniu widza i poruszaniu mrocznych tematów, szczególnie w gatunku thrillera. Ale nawet on, Mistrz tego gatunku filmowego, miałby kłopot z ułożeniem scenariusza wydarzeń politycznych w kraju i na świecie, które miały miejsce w czasie wakacji tego roku. Zaczęło się od próby zablokowania zaprzysiężenia nowo wybranego (1 czerwca br.) prezydenta Rzeczpospolitej, a skończyło zjazdem Szanghajskiej Organizacji Współpracy – SCO (Shanghai Cooperation Organisation ) w Tianjinj – chińskim mieście portowym położonym nieopodal Pekinu, którego nazwa znaczy po chińsku „niebiański bród” (prawda, że pięknie?). Zatem mieliśmy kolejne zapasy w kisielu w wydaniu polityki polskiej i zupełnie niezauważone przez media krajowe, przełomowe wydarzenie dla nowego porządku światowego. Jaki, te i inne ważne wydarzenia wakacyjne, mogą mieć wpływ na pozycję polityczną i kondycję państwa polskiego, mówię w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
„Historia magistra vitae est”, dlatego warto i należy ją studiować. Szczególnie naszą, najnowszą historię, którą po prawdzie należałoby napisać od nowa. A jest to tym bardziej pilny postulat, gdyż uprawiana obecnie polityka historyczna stała się potężnym narzędziem polityki zagranicznej. Dlatego też na miarę swoich skromnych możliwości pasjonata historii (kiedyś to kształcono dobrze w tej dyscyplinie nawet inżynierów) postanowiłem przybliżyć kilka ciekawych faktów z naszej najnowszej historii po to, żeby lepiej ją zrozumieć i wyciągnąć właściwe wnioski. Zatem, co ma wspólnego tow. Nikita Chruszczow z akcją „Wisła”, dlaczego przemilczano list umierającego Stefana Kardynała Wyszyńskiego – Prymasa Polski i wreszcie, jaki „testament” polskiej komunistycznej lewicy pozostawił tow. Alfred Lampe, mówię w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
Ceniąc sobie kulturę słowa i rzeczową dyskusję, zachęcam do merytorycznych uwag i komentarzy pod tym postem oraz na moim kanale.
Wolność podatkowa, wolność ekonomiczna, wolność polityczna, wolność osobista to ciąg swobód, które układają się, a w zasadzie powinny układać się, w spójna sekwencję budującą jedno z podstawowych praw naturalnych, jakim jest wolność człowieka. Wolność oczywiście rozumiana nie jako samowola, ale wolność indywidualna ograniczona prawem moralnym i wolnością innego człowieka. Zacząłem ten wpis z górnego diapazonu, ale czy człowiek może być wolnym nie posiadając samodzielności ekonomicznej? Samodzielności, czyli zdolność do zaspokajania swoich podstawowych potrzeb życiowych (oczywiście na miarę standardu cywilizacyjnego, w którym żyje)? A narzędziem stosowanym przez rządzących, raz roztropnie innym razem nie, redukującym naszą samodzielność ekonomiczną są podatki – a szerzej daniny publiczne – służące (przynajmniej teoretycznie) utrzymaniu wspólnoty gminnej i państwowej. Narzędzie to – tak jak np. nóż, proch, czy wiedza – może służyć realizacji dobra wspólnego (co powinno być celem polityki wg. Arystotelesa) lub jego destrukcji. Dlatego też Centrum im. Adama Smitha już po raz 32 ogłasza „Dzień wolności podatkowej” w 2025 roku. W tym roku wypada on aż sześć dni później niż w ubiegłym roku i aż o blisko miesiąc później niż w najlepszy 2018 roku – wtedy był to 6 czerwca. Co z tego wynika dla nas, zwykłych i ciężko pracujących zjadaczy chleba oraz dla gospodarki narodowej, mówię w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
Kurz już opadł, ale emocje jeszcze nie, po wyborach 1 czerwca br. Ba, można rzec, że emocje wciąż utrzymują się na wysokim diapazonie wśród publiczności, która nie potrafi pogodzić się z przegraną. Narzędziem podkręcania tych emocji są rozpuszczane plotki o możliwości sfałszowania wyniku wyborów. Nawet nie będę się do tego szerzej odnosił, bo w sferze materialnej – fałszerstwa odkryto głównie tam, gdzie obóz przegranego kandydata sprawuje niepodzielną władzę (!!!), podawane liczby nijak się mają do oficjalnego komunikatu PKW i wreszcie to, co powinno zamknąć temat, a mianowicie oświadczenie pani Urszuli von der Leyen o uznaniu (de facto) wyborów prezydenckich w Polsce przez Komisję UE oraz podobne oświadczenie pana premiera Donalda Tuska, oba opublikowane już 2 czerwca br. Zatem, po co to całe zamieszanie z akcją wyszukiwania potencjalnych „fałszerstw”? Odpowiedź wydaje się dość oczywista. Jest to nic innego, jak rodzaj psychoterapii zbiorowej, która ma dać alibi do wyparcia ze świadomości rzeczywistych przyczyn przegranej (a te są szczególnie kompromitujące „światłych Europejczyków”) i zrzucić odpowiedzialność na nieuczciwą grę prowadzoną przez znienawidzonych przeciwników. Tak „znienawidzonych wrogów”, a nie choćby „nielubianych rywali”. Zostawmy te michałki i skoncentrujmy się na rzeczach poważnych i ważnych. Bo te wybory rzeczywiście miały duży ciężar gatunkowy, być może nawet największy w całym trzydziestoleciu III RP (mówię tu o wyborach prezydenckich). A kogo, choć może raczej co wybieraliśmy, i jakie te wybory mogą mieć konsekwencje polityczne, ekonomiczne i wręcz geopolityczne, mówię w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
„Bicz Boży” – tak w tradycji chrześcijańskiej nazywano Attylę, okrutnego wodza Hunów (V wiek n.e.). Tamten dziki, pochodzący ze stepów azjatyckich wojownik posługiwał się wojskiem, którego trzon stanowiła jazda konna osadzona w strzemionach, co wówczas dawało jej ogromną przewagę nad europejskimi armiami. Ale od tamtego czasu minęło sporo wieków i dzisiaj nie trzeba już wysyłać armii, aby wymusić koncesje polityczne. Co prawda dwa mocarstwa światowe wróciły do tych staromodnych metod, myślę tu o interwencji USA w Iraku i Afganistanie oraz Rosji na Ukrainie, ale w powszechnej opinii nie wyszły na tym ekonomicznie i politycznie najlepiej. Dzisiaj, a w zasadzie już od końca II WŚ, znacznie skuteczniejszym narzędziem, a już na pewno tańszym, jest pieniądz. A dokładnie rzecz biorąc dług publiczny (zadłużenie kraju) i wpływ na jego obsługę przez wierzycieli zagranicznych. O tym narzędziu, jego sile i skuteczności pisał m.in. Song Hongbing w świetnej książce ”Wojna o pieniądz”. A jaki wpływ ma dług publiczny (państwowy) na tak różne państwa jak USA i Watykan, mówię w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
„Kto nie chce pracować, niech też nie je”. Te znane słowa Św. Pawła wypowiedziane w 2 Liście do Tesaloniczan (2Tes3,10) mogą być doskonałym mottem na dzień 1 maja – będącym dla jednych „Świętem ludzi pracy”, a dla innych dniem „Wspomnienia Św. Józefa Rzemieślnika”. Choć po prawdzie wcale nie muszą być to rozbieżne zbiory świętujących. To tytułowe przesłanie należałoby dedykować szczególnie dwu grupom mieszkańców współczesnej Europy, a zatem i Polski. Pierwszą grupę stanowią przybysze z ciepłych krajów, którzy w znakomitej większości okazali się nie być inżynierami i lekarzami, a dodatkowo wykazali się – również w znakomitej większości – daleko posuniętą awersją do jakiekolwiek pracy i minimalnej choćby dyscypliny społecznej. Drugą grupę stanowią ci rdzenni Europejczycy (północni Amerykanie również), którzy wybierają postawę i przyjmują mentalność rentiera i spekulanta, w miejsce przedsiębiorcy lub wykwalifikowanego pracobiorcy. Oczywiście spod tego surowego, tytułowego imperatywu wyłączamy tych, którzy ze względu na sytuacje losowe lub podeszły wiek nie są w stanie utrzymać się z pracy rąk. Ich bez wątpienia wesprzemy, kierując się miłością chrześcijańską lub humanitarną wrażliwością, jak kto woli. A jakie mogą być skutki masowego porzucania pracy dla naszego kraju i kontynentu, mówię w dniu 1 maja, w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
Ostatnio wraca moda na dyskutowanie o multikulturowości w aspekcie kolejnej fali nachodźców nacierających na Europę i tych, których cioteczka Unia chce nam podrzucić do kraju. W tym kontekście część entuzjastów tego procederu poszukuje pozytywnych wzorców i odniesień do tego, co nazywają wielokulturowością (niem. multikulti). Temu tematowi była poświęcona konferencja „Wielokulturowość Łodzi i regionu! Szansa, czy bariera rozwoju?”, która miała miejsce 13 marca 2025 na Uniwersytecie Łódzkim, podczas której miałem przyjemność wystąpić z wykładem, którego treść znajduje się w załączonym nagraniu.
Co jest istotą rzeczy? Po pierwsze mamy wokół multikulturowości wiele mitów, przemilczeń i wręcz przekłamań. Na to jakie są praktyczne efekty dzisiejszego programu „wzbogacania” cywilizacji i narodów europejskich ludźmi z innych obszarów kulturowych, mamy wiele dowodów we wszystkich większych stolicach europejskich. Jednocześnie, dla usprawiedliwienia tego procederu – tj. „wzbogacania” nas obcymi ludźmi z obcych kultur – niektórzy jego apologeci odwołują się do przykładów historycznych, w tym do dziewiętnastowiecznej Łodzi. Miasta, które rzeczywiście z niewielkiej miejscowości o statusie zapomnianego przez ludzi i Boga miasteczka w latach dwudziestych XIX w. urosło w ciągu trzech pokoleń do ponad trzystutysięcznej aglomeracji na przełomie XIX i XX wieku, i stało się jednym z głównych ośrodków przemysłowych na ziemiach polskich. Rzeczywiście, fenomen Łodzi i jej społeczność, która ten fenomen sprawiła, składała się z pracy kilku wiodących nacji, takich jak Polacy, Niemcy i Żydzi. Nacje te definiowano nie po narodowości, gdyż wtedy było to pojęcie dość abstrakcyjne, ale po wyznaniu. Mieliśmy zatem katolików, ewangelików i wyznawców religii mojżeszowej – jak ją wtedy nazywano. Ten konglomerat etniczny wpisany w tradycję i kulturę polską i „postszlachecką cywilizację” dał tak niebywały sukces ekonomiczny. Ale o tym, co było prawdziwe, a co było fałszywe, jak do realnej historii dorabia się mity i posługuje frazesami, mówię w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
P.S.
W ostatnim zdaniu swojego wystąpienia odwołuję się do tematu, który w środowisku między innymi Łódzkiej Szkoły Rewitalizacji jest dyskutowany od kilku lat. Tematem tym jest mój autorski program „Ambasadorowie polskiej marki”. Jest to program, o którym obszernie już mówiłem w odcinku #24 „Czy stać nas na 2500 ambasadorów?”
Link do programu: https://youtu.be/RQr2GlCLD5M
do którego obejrzenia i wysłuchania, czy też tylko przypomnienia sobie również serdecznie państwa zapraszam.
Kwadratura koła, jak pamiętamy z lekcji matematyki lub filozofii, to pojęcie matematyczne symbolizujące nierozwiązywalność problemu. Wiedzieli już o tym starożytni Egipcjanie i Grecy, a w czasach nowożytnych nawet przeprowadzono dowód na nierozwiązywalność kwadratury koła. Jednocześnie od dawna pojęcie to stosowane jest do opisu – oceny nierozwiązywalnych problemów – dylematów w ekonomii i polityce, choć często wyglądających z pozoru na możliwe do przezwyciężenia (pogodzenia sprzeczności). Obecnie jesteśmy świadkami, mimo znanych już twierdzeń matematycznych i doświadczeń historycznych, kolejnej próby rozwiązania kwadratury koła, tym razem w przestrzeni społecznej, politycznej i ekonomicznej. A heroicznej próby rozwiązania tego odwiecznego dylematu podjęła się tym razem Unia Europejska, a konkretnie komisja Europejska wspierana licznymi ekspertami i autorytetami. Czy jej się to uda? I jakie to problemy (sprzeczności) przypominające kwadraturę koła chce rozwiązać UE? Na te i inne pytania próbuję odpowiedzi w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
Kto ma płacić za wojnę? To, po wydarzeniach z Gabinetu Owalnego, które miały miejsce w 28 lutego br., jedno z najczęściej stawianych obecnie pytań. Po decyzji prezydenta Trumpa o wstrzymaniu pomocy dla Ukrainy, Unia Europejska (pod Ursulą von der Leyen) + Wielka Brytania (pod Keir Starmer ) prężą swoje cherlawe muskuły. Na zupełnie jałowym szczyćcie w Londynie (2.03. br.) i jego dogrywce w Brukseli (6.03. br.) „liderzy” ci postanowili, że wobec postawy obecnej administracji rządowej USA, wezmą ciężar utrzymania wykrwawionej i zrujnowanej Ukrainy na barki Europy?! Zważywszy na potencjał obronny państw europejskich, chroniczne deficyty budżetów krajowych i rachityczne armie, deklaracja ta brzmi jak ponury żart. Przy czym nikt z tych europejskich mężyków stanu nawet nie próbuje odpowiedzieć na pytanie: A jaki miałby być polityczny cel (kłania się doktryna Carla von Clausewitz) kontynuowania de facto przegranej wojny przez Ukrainę?! Należy przy tym zauważyć, że prezydent Zelenski otrzymał w Londynie swego rodzaju „łapówkę” w formie pożyczki (czy bezzwrotnej?) w wysokości 2,26 mld funtów szterlingów (tj. ponad 11 mld zł), którą wraz ze swoją kamarylą na pewno dobrze zagospodaruje. Jak możemy przeczytać na stronach kancelarii Prezydenta RP, Polska najwięcej (mierząc wartością pomocy do PKB) przekazała Ukrainie ze wszystkich krajów wspierających ją. Jednocześnie, pewnie z wrodzonej dyskrecji, nie podaje się tam, jakie to korzyści polityczne, społeczne, czy gospodarcze uzyskała Polska w zamian. Czy to powód do dumy, czy też smutnej refleksji nad nieroztropnością (z trudem przychodzi mi użycie tego eleganckiego określenia) naszych umiłowanych przywódców? Co prawda mamy w naszej historii przykłady finansowania cudzych wojen (np. Napoleona, czy Churchilla), ale stanowi to marne alibi dla obecnych władz Rzeczypospolitej. Na postawione powyżej pytania próbuję odpowiedzieć w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
W ostatni piątek (28.02.2025r.) byliśmy świadkami „dobrej telewizji”, jak Donald Trump (prezydent USA) określił ten polityczno-medialny spektakl w Gabinecie Owalnym Białego Domu. Wypowiedziano już wiele kilogramów opinii i analiz dotyczących przebiegu spotkania prezydenta Trumpa i wiceprezydenta Vance’a z prezydentem Zelenskim oraz układania rąk i robienia min przez jego uczestników. Dlatego nie zamierzam dołączać swoich ocen tych kwestii. Chcę natomiast skoncentrować się na potencjalnych konsekwencjach tego wydarzenia, nie dla świata i kosmosu, tylko dla Polski. Choć bez wątpienia show, jaki zobaczyliśmy w Gabinecie Owalnym będzie miał doniosłe znaczenie również dla naszej części kontynentu. Rozważania moje będą szły w kierunku oceny relacji Polski z USA, Polski z UE, Polski z Rosją i wreszcie w finale Polski z Ukrainą, wszystkie w funkcji następstw zdarzenia, o którym wspomniałem powyżej. Zatem, jak państwo widzą, czeka nas konieczność rozegrania symultany i to aż na czterech szachownicach. A o tym jaki jest wynik tych rozważań i wypływające z nich wnioski, mówię w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
Kilka dni temu premier Donald Tusk ogłosił publicznie podjęcie działań, których celem ma być DEREGULACJA przepisów dot. gospodarki. O tym, że obszar prawa opisującego zasady prowadzenia działalności gospodarczej, w tym prawa fiskalnego, jest stajnią Augiasza (przypomnijmy sobie mitologię grecką i postać Herkulesa) wiedzą wszyscy, którzy jeszcze mają na tyle sił i hartu ducha, żeby taką działalność prowadzić. Twarzą i spiritus movens tego programu Premier zrobił pana Rafała Brzoskę – prezesa i twórcę bardzo udanego przedsięwzięcia, jakim jest firma InPost. Ten z kolei ma zaprosić praktyków życia gospodarczego i ekspertów do przygotowania pakietu zmian. Swoją drogą to dość oryginalne rozwiązanie, tzn. powierzenie procesu deregulacji przedsiębiorcy, zważywszy, że mamy obecnie najliczniejszy rząd w historii IIIRP. Czas i to chyba najbliższy pokaże, czy jest to zabieg czysto propagandowy, czy też poważne działanie. Niemniej, warto już teraz zauważyć, że polskim przedsiębiorcom i szerzej polskiemu społeczeństwu należy przede wszystkim przywrócić WOLNOŚĆ GOSPODARCZĄ, a zapowiadana deregulacja może być tylko jednym z narzędzi przeprowadzenia tego procesu. W tym względzie mamy dobre, własne praktyki. Jest nią ustawa Wilczka-Rakowskiego o działalności gospodarczej z 23 grudnia 1988 roku, która weszła w życie 1 stycznia 1989 roku. Deregulacja czy wolność gospodarcza? Wbrew pozorom nie jest to tylko spór semantyczny. Jest to wręcz różnica aksjologiczna w budowaniu porządku prawnego, gdyż jedno jest prawem naturalnym (niezbywalnym) człowieka, a drugie tylko narzędziem (de)regulacyjnym. O tej ważnej inicjatywie, oczekiwaniach z nią związanych i możliwych konsekwencjach mówię w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie Państwa zapraszam.
Czy Donald Trump (47. prezydent USA) może powtórzyć sukces Ronalda Reagana (40. prezydent USA)? Czy jest inspirowany jego polityką i sposobem sprawowania urzędu? To często zadawane pytania. Ten drugi, sprawujący swój urząd w latach 1981–1989 przeszedł do historii jako jeden z najwybitniejszych prezydentów w ponad dwustuletnich dziejach Stanów Zjednoczonych. Wyprowadził kraj z największego po II WŚ kryzysu i doprowadził do upadku Związku Radzieckiego. Ten pierwszy, obecnie pełniący urząd, dopiero pracuje na ocenę potomnych. Ma sporą szansę na zapisanie się w życzliwej pamięci dzisiejszych i przyszłych obywateli tego mocarstwa, ale to tylko szansa, którą trzeba umieć wykorzystać. Niemniej ze względu na tempo obecnych zmian i towarzyszącą im narrację trudno jest – szczególnie tym, którzy pamiętają czasy Reagana – uciec od porównań. Dlatego też podjąłem się próby dokonania takiej oceny wskazując to, co łączy programy i styl działania obu prezydentów oraz to, co jest odmienne. W podsumowaniu odpowiadam na pytanie: Jakie może to mieć konsekwencje dla naszej części świata?
Zatem zapraszam Państwa do obejrzenia i wysłuchania najnowszego odcinka programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”.
Quo vadis Europo? To dobre pytanie na początek Nowego 2025 Roku i jak twierdzi wielu, być może również na początek Nowej Ery. Raz to ze względu na przebudowę geopolityczną świata i upadek prymatu USA (koniec Pax Americana), a to za sprawą wyrosłej potęgi ChRL i niezgasłej do końca potęgi Rosji oraz objęcia urzędu przez Donalda Trumpa – 47. Prezydenta USA. Każde z tych zagadnień może stanowić ciekawy temat dla poważnej dysertacji. A co w tej sytuacji z Europą, a bliżej z Unią Europejską, istniejącą formalnie od 1 listopada 1993 roku? Ta dość niefortunna data powołania UE, szczególnie w naszej tradycji, zdaje się ciążyć nad dalszymi jej losami, a szczególnie nad jej obecną kondycją. Co dalej z Europą w czasie kopernikańskich zmian (co daj Boże) w USA, ciągłego wzrostu potęgi gospodarczej i politycznej Chin i łapania drugiego, politycznego oddech przez Rosję? Na to pytanie próbuję odpowiedzieć w najnowszym (już 61) odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie Państwa zapraszam.
Zgodnie z zapowiedzią sprzed dwóch dni przedstawiam Państwu drugą część programu (odcinek 60/2), pod tytułem: „Koniec świata, jaki znamy!”, w której prezentuję autorską prognozę na rok 2025 roku. Będąc krytycznym (ale nie krytykanckim) wobec obecnej sytuacji w naszym nieszczęśliwym kraju, jednocześnie nie chcąc wpadać w defetyzm, czy tym bardziej determinizm marksowski, w programie tym opisuję optymistyczny scenariusz rozwoju sytuacji w państwie polskim i jego najbliższym otoczeniu. Moim skromnym zdaniem jest to jedyny możliwy optymistyczny scenariusz w obecnych realiach politycznych. Mówimy tu o polityce realnej, a nie chciejstwie, czy mniemaniach.
Zatem zapraszam na kolejny odcinek (część druga) programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie Państwa zapraszam.Zgodnie z zapowiedzią sprzed dwóch dni przedstawiam Państwu drugą część programu (odcinek 60/2), pod tytułem: „Koniec świata, jaki znamy!”, w której prezentuję autorską prognozę na rok 2025 roku. Będąc krytycznym (ale nie krytykanckim) wobec obecnej sytuacji w naszym nieszczęśliwym kraju, jednocześnie nie chcąc wpadać w defetyzm, czy tym bardziej determinizm marksowski, w programie tym opisuję optymistyczny scenariusz rozwoju sytuacji w państwie polskim i jego najbliższym otoczeniu. Moim skromnym zdaniem jest to jedyny możliwy optymistyczny scenariusz w obecnych realiach politycznych. Mówimy tu o polityce realnej, a nie chciejstwie, czy mniemaniach.
Zatem zapraszam na kolejny odcinek (część druga) programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie Państwa zapraszam.
Koniec świata, to nie koniec historii (tu Francis Fukuyama dramatycznie się pomylił), tylko zmiana zasad i politycznych konfiguracji. Dlatego też spojrzenie wstecz – na rok 2024 i do przodu – na rok 2025 prowokuje z jednej strony do refleksji, a z drugiej do zadumy. Chcielibyśmy, aby suma zdarzeń przeszłych i przyszłych dotyczących naszej ojczyzny, będąca efektem naszych błędnych wyborów i zaniechań, nie została skwitowana zdaniem: „Nie płacz jak kobieta z powodu tego, że nie potrafiłeś się bronić jak mężczyzna.” (matka Fatima do syna Boabolila w 1492r. po upadku Grenady).
Ale, żeby tak nie było, to musimy uświadomić sobie, że zarówno w wydaniu krajowym, jak i europejskim: „Socjalizm świetnie nadaje się do fałszowania świadomości zbiorowej, gdyż jest intelektualną pokusą ćwierćinteligenta.” (Stefan Kisielewski) Dlatego siłą ducha i rozumu tej garstki obywateli, która jeszcze te przymioty posiada, należało będzie podjąć wysiłek na rzecz przezwyciężenia własnych słabości i presji nieprzyjaznego otoczenia. Bo jak nie, to zważywszy na dzisiejszą kondycję Europy (w szczególności Unii Europejskiej) i stan naszego nieszczęśliwego kraju, przesłaniem na 2025 rok będzie:
„Porzućcie wszelkie nadzieje wy, którzy [tu] wchodzicie.” (Dante Alighieri „Boska Komedia”)
Ale nie wierząc w determinizm marksowski (fatalizm dziejowy), należały poszukać w Nowym Roku rozwiązań pozytywnych zgodnie z zasadą, że co prawda:
„Nie macie żadnych szans, ale wykorzystajcie je wszystkie.” (Artur Schopenhauer)
Zapraszam na kolejny, tym razem dwuczęściowy odcinek programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie Państwa zapraszam.
Black Friday i Mikołajki za nami. Święta Bożego Narodzenia i Walentynki przed nami. A co łączy te wszystkie przeszłe i przyszłe wydarzenia? Przede wszystkim skłonność do wzmożonych zakupów, nazywany często w popkulturze „szaleństwem zakupowym”. A te, zgodnie z wciąż bezrefleksyjnie wykładaną teorią popytową J.M. Keynesa, mają stymulować nam wzrost PKB. Skoro wydajemy zarobione i pożyczono pieniądze, to nasza zamożność w skali kraju – mierzona wskaźnikiem PKB – oczywiście musi rosnąć?! Jakie to proste. Nic tylko co miesiąc urządzać święta, wyprzedaże i inne igrzyska.

A mówiąc serio, to nadchodzące Święta Bożego Narodzenia są jednym z najważniejszych wydarzeń w roku. Są zarówno wpisane w naszą wielowiekową tradycję, jak i głębokim przeżyciem religijnym całego chrześcijańskiego świata (wciąż największej religii z ok. 1,2 mld wyznawców). Dlatego też naturalnym jest, że chcąc godnie spędzić te święta w gronie rodzinnym i z przyjaciółmi, podejmujemy ponadnormatywny wysiłek organizacyjny i finansowy. Wydajemy dochody bieżące i oszczędności, ba nawet pożyczamy na tę okazję. A jaki ma to skutek dla gospodarki narodowej? Czy rzeczywiście jest tak, jak mówi wielu komentatorów ze szkoły keynesowskiej, że szaleństwa te nakręcają koniunkturę. Czy może jest wręcz przeciwnie? Na te i inne wątpliwości odpowiadam w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie Państwa zapraszam.
Było, minęło i już niewielu pamięta. Nie, nie jest to refleksja dotycząca wydarzeń sprzed wielu miesięcy, czy wielu lat. Myślę tu o wczorajszej rocznicy 13 grudnia, kojarzonej najbardziej z rokiem 1981, tj. wprowadzenia stanu wojennego na terenie całego kraju. Kraju, który wówczas nazywał się Polska Rzeczpospolita Ludowa. Ówczesny stan wojenny kończył okres tzw. „Solidarnościowego karnawału”, trwającego od przełomu sierpnia i września 1980 roku. Przekazy i narracja tego dnia jest dość jednostronna, płytka i sztampowa, ponadto prowadzona niemalże wyłącznie w duchu kombatanckim. A było to ważne, a dla ok. 100 rodzin również tragiczne wydarzenie w naszej najnowszej historii. Ważne, ale wcale nie najważniejsze. W mojej ocenie znacznie bardziej doniosłe konsekwencje i skutki miało wydarzenie z 13 grudnia, ale 2007 roku! A o to tym wydarzeniu, mimo coraz bardziej dokuczliwego odczuwania jego skutków, prawie nic nie mówiono. O rzeczywistych konsekwencjach, w funkcji polityki realnej wewnętrznej i geopolityki wprowadzonego 13 grudnia 1981 roku również niewiele mówiono. Dominuje kombatanctwo, głównie kawiarnianej opozycji z dopuszczeniem czasami nielicznej garstki robotników, którzy wtedy brali skutki niezgody na ówczesny system społeczno-polityczny dosłownie na własne plecy. Ale stan wojenny gen. Wojciecha Jaruzelskiego to również utracona szansa na daleko idące reformy ówczesnego systemu ekonomicznego, choćby na miarę tych, które miały miejsce na Węgrzech pod rządami Janosa Kadara – przywódcy węgierskiej partii komunistycznej. Doniosłą konsekwencją tamtych wydarzeń i zaniechań nie było nawet ograniczenie tzw. swobód obywatelskich, bo te po 1985 roku systematycznie były poszerzane, tylko zapaść gospodarcza na koniec dekady lat 80. ubiegłego wieku. Wtedy to nam ponownie gospodarczo odjechał zachód. Dlaczego tak się stało i czy była wówczas realna alternatywa polityczna i gospodarcza, mówię w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie Państwa zapraszam
P.S.
Zwrócono mi uwagę, że nie wszystkie skróty myślowe i użyte przeze mnie nazwy mogą być zrozumiałe dla młodszych odbiorców. Dlatego też przedstawiam poniżej słowniczek nazwisk i pojęć:
1/ gen. Wojciech Jaruzelski – I Sekretarz Komitetu Centralnego PZPR, praktycznie dyktator PRL w latach 1981-1989;
2/ Alexander Dubček – I Sekretarz Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Czechosłowacji (w 1968r.) – odpowiednik dzisiejszej funkcji silnego prezydenta państwa (np. Francji);
3/ Janos Kadar – Sekretarz Generalny (w latach 80. XX w.) Komitetu Centralnego Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej (w praktyce komunistycznej) – odpowiednik dzisiejszej funkcji silnego prezydenta państwa (np. Francji);
4/ PRL – Polska Rzeczpospolita Ludowa – państwo polskie zależne od ZSSR, zbudowane na zasadach socjalizmu realnego, istniało w latach 1944-1989, obecna III Rzeczpospolita jest jego prawnym następcą;
5/ NRD – Niemiecka Republika Demokratyczna, państwo utworzone z Sowieckiej strefy okupacyjne, istniało w latach 1949-1990 , obecnie część Republiki Federalnej Niemiec;
6/ PZPR – Polska Zjednoczona Partia Robotnicza (w praktyce komunistyczna), sprawowała władzę w PRL;
7/ PGR – Państwowe Gospodarstwo Rolne, odpowiednik sowieckiego Kołchozu, tj. państwowego, socjalistycznego przedsiębiorstwo rolnego;
8/ POP – Podstawowa Organizacja Partyjna – najmniejsza samodzielna jednostka organizacyjna PZPR, uplasowana we wszystkich zakładach pracy (tj. szkoły, szpitale, urzędy, fabryki, przedsiębiorstwa handlowe i usługowe itd., itd.) w czasie PRL;
9/ W czasach PRL realną władzę polityczną w kraju i to na każdym szczeblu (gmina, powiat, województwo, państwo) sprawował aparat partyjny, a nie administracja rządowa;
10/ kontraktowe wybory – częściowo wolne wybory z dnia 4 czerwca 1989r., dzisiaj hucznie obchodzone przez część klasy politycznej (wywodzącej się zarówno z ówczesnej władzy, tj. gen. Jaruzelskiego, jak i opozycji, tj. Solidarności);
11/ O roli gen. Władimira Kriuczkowa (szef KGB w 1989r.) i Daniela Frieda (Departament Stanu USA w 1989r.) można przeczytać w nielicznych artykułach naukowych dostępnych w Internecie.
Dolar Amerykański (USD) jest uznawany za walutę światową od lipca 1944 roku, kiedy to 44 państwa z USA na czele podpisały umowę tworzącą system walutowy. System, który przyjął nazwę od miejscowości, w której go podpisano, a zatem system Bretton Woods (małe miasteczko w stanie New Hampshire). O tym zdarzeniu można przeczytać w każdym podręczniku historii. Ale już z niewielu podręczników możemy dowiedzieć się o tym co trzymało i wspierało dolara jako walutę światową w kolejnych dekadach. A były to kolejno Europa, Japonia, kraje Arabskie (eksporterzy ropy naftowej), Chiny i wreszcie Rezerwa Federalna emitująca od blisko dwudziestu lat setki miliardów „pustego pieniądza”. W konsekwencji tego procederu kolejne rządy USA, wspierane polityką emisyjną Banku Centralnego (tj. Rezerwy Federalnej) wykreowały ponad 36 bilionów (tj.”36 000 000 000 000) USD długu, co bez wątpienia jest niedoścignionym rekordem świata. Działania te oraz bunt krajów południa, któremu liderują Chiny Ludowe (jak mawiano w mojej młodości), doprowadził do momentu, w którym USA zostały zmuszone do podjęcia wojny w obronie dolara (rozumianego jako waluta światowa), wojny którą mogą najzwyczajniej w świecie przegrać. Jaka była historia dojścia USD do pozycji dominującej w świecie, czym się zakończyły poprzednie próby złamania parytetu USD oraz co z tego może wynikać dla Polski i świata, mówię w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie Państwa zapraszam.
„Make America Great Again”, „The economy, stupid”, czy “New deal” to hasła kolejnych zwycięskich kampanii prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, odpowiednio w 2024r.(Donald Trump) i 1980r.(Ronald Regan), 1992r.(Bill Clinton) i wreszcie w 1932r.(Franklin D. Roosevelt). Co było wspólnym mianownikiem tych kampanii – poza tym, że były to zwycięskie kampanie? Jak łatwo wyczytać z treści powyższych haseł, była to GOSPODARKA – szerzej polityka społeczno–gospodarcza. A jak to wyglądało i wygląda w polityce Polskiej z jej krótką bo tylko 35-letnia historią ustroju, który nawet przy maksymalnie dobrej woli trudno jest nazwać w pełni demokratycznym i wolnorynkowym? Dlaczego tak ważny obszar aktywności obywateli jakim jest aktywność ekonomiczna, przede wszystkim jej strona wytwórcza (tj. gospodarka realna), jest tak mało obecny w kampaniach politycznych prowadzonych przy okazji kolejnych wyborów (nie mylić z programami rozdawniczymi)? I wreszcie co wynikało z treści haseł wyborczych kolejnych kandydatów na urząd Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, począwszy od pierwszych powszechnych wyborów w 1990 roku? Na te i inne ważne pytania próbuję odpowiedzieć w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie Państwa zapraszam. A odpowiedzi te i towarzyszące im komentarze (przyznaję, czasami ironiczne) osadzone są w realiach praktycznie prowadzonej już prekampanii prezydenckiej 2025.
Opadł już pierwszy kurz po wyborach prezydenckich w USA, ale „płacz i zgrzytanie zębów”( Ewangelia wg św. Mateusza 22, 13) wciąż trwa. Lament ten jest przede wszystkim udziałem amerykańskiego i europejskiego establishmentu. Towarzyszy mu kompletny brak refleksji nad tym, jak istotny udział miały w tej wygranej programy, sposób uprawiania polityki i towarzysząca temu propaganda nikogo innego, jak obecnych jeszcze liderów upadającego zachodu. Jednocześnie, dla uczciwości procesowej, należy również zauważyć szereg „nawróceń” wśród krajowych i europejskich polityków, niemalże na miarę św. Pawła, po tym jak ten spadł z konia – choć co do ich szczerości to już nie możemy być pewni. Tak, jak wcześniej pisałem, Donalda Trumpa wybrała stara Ameryka, a przynajmniej ta jej część, która do niej tęskni. Pewnie zyskał on również poparcie części elit amerykańskich – tej, która zauważyła, że dalsze niekontrolowane ześlizgiwanie się Stanów Zjednoczonych z pozycji pierwszego mocarstwa światowego, zagraża ich osobistym interesom. Tak czy inaczej, największe wyzwania przed jakimi stoi prezydent elekt i jego rząd (zwany administracją) dotyczą polityki wewnętrznej i to tam rozegra się główna bitwa. W tym kontekście to USA będzie współczesnym Armagedonem. A o tym, jaki ta prezydentura i zapowiadana przez nią polityka zagraniczna będzie miała wpływ na Europę i Polskę, mówię w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie Państwa zapraszam.
P.S.
I może jeszcze bardzo ważny cytat, zachęcam do przeczytania całego:
„Jeśli Bóg pomógł ci zacząć, pomoże ci również skończyć. Bóg, któremu służymy, jest Bogiem wszystkiego. Nigdy nie pozostawia niczego niedokończonym i nigdy niczego nie pomija. Nigdy nie zamartwia się o przyszłość tak, jak my. Jest zbyt wielki. On jest władcą ponad tym wszystkim, co nas niepokoi. Twoim zadaniem jest iść naprzód. Jego zaś doprowadzenie dzieła do końca. Odwagi! Bóg dokona tego, co tylko on jest w stanie zrobić. I będzie to czymś wspaniałym. Bóg dzierży plan w swoich rękach. On dokończy swojego dzieła. Stworzył cię i wie kim masz być. Ma konkretny plan, żeby zamienić cię w arcydzieło, nawet jeśli jeszcze tego nie dostrzegasz. Widzi cały obraz, kiedy na ciebie patrzy. I dokładnie wie czego potrzebujesz i kiedy tego czegoś potrzebujesz. Bóg dotrzymuje swoich obietnic. On dokończy tego co zaczął. Możesz napotykać przeszkody, czuć się zagubionym, ale pamiętaj, że Bóg nigdy nie opuszcza swoich dzieci. Droga może ci się wydawać długa i niepewna, ale Bóg działa za kulisami, angażując wszystko dla twojego dobra.”
Donald Trump po zamachu na swoje życie w dn. 13 lipca 2024 roku. (cytat za ks. Robertem Skrzypczakiem).
Unia Europejska straciła konkurencyjność wobec USA i ChRL – stwierdza w opublikowanym 9.09.2024 roku raporcie Mario Draghi (77 letni Włoch z samego jądra establishmentu UE). No cóż, można pogratulować spostrzegawczości byłemu prezesowi EBC i byłemu premierowi Republiki Włoch. A jeszcze w tzw. „Strategii lizbońskiej” przyjętej w 2000 roku, UE miała dogonić i wyprzedzić USA w ciągu 10 lat! Szukając pozytywnej strony tego wydarzenia należy zauważyć, że fakt przygotowania takiego raportu zdaje się świadczyć o powrocie poczucia rzeczywistości u, pożal się Boże, liderów europejskiej biurokracji. W raporcie tym, tak jak w wielu innych, jest dość poprawna analiza stanu obecnego, znacznie słabsza analizy przyczyn tego stanu (wynikająca z ideologicznego ograniczenia i niezdolności łączenia skutków z przyczynami) oraz już zupełnie fałszywe tezy programu naprawczego. Podsumowując ten dokument można by po raz kolejny powtórzyć za nieśmiertelnym Stefanem Kisielewskim, iż socjalizm (w tym przypadku europejski) to taki ustrój, który bohatersko walczy z problemami, które sam wygenerował. A co z tego raportu wynika dla Polski i jej dalszej obecności w UE? O tym w mówię w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
P.S.
Śledząc zresztą niezbyt liczne opracowania ww. raportu, można dojść do wniosku, że wielu komentatorów tego dokumentu doskonale opisał już 150 lat temu hr. Stanisław Kostka Tarnowski, pisząc:” Oni, którzy zawsze biorą słowa za fakty, a złudzenia za rzeczywistość”. ![]()
Właśnie zakończył się XVI szczyt państw BRICS+ (22-24 października br.), który tym razem miał miejsce w Kazaniu (stolica Tatarstanu), mieście położonym w Rosji nad środkową Wołgą. Wzięło w nim udział 36 krajów, reprezentowanych przez 23 głowy państw oraz 6 organizacji międzynarodowych. Co prawda na szczyt nie dojechał prezydent Brazylii Luiz Inácio Lula da Silva oraz następca tronu Królestwa Arabii Saudyjskiej Mohammed bin Salman – kraje te reprezentowane były przez Ministrów Spraw Zagranicznych – ale był obecny Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres. Jednym z ważniejszych ustaleń szczytu było ogłoszenie utworzenia alternatywnego system płatniczego (wobec instytucji zachodnich) o nazwie BRICS Pay, co komentatorzy odebrali jako już wprost rzucenie rękawicy systemowi opartemu na dolarze. Co prawda już obecnie ponad 40% handlu między krajami BRICS, a są wśród nich potęgi gospodarcze i liczący się eksporterzy surowców energetycznych, odbywa się z pominięciem dolara USA i Euro, to jednak wprowadzenie nowego systemu rozliczeniowego jest znaczącą zmianą jakościową. W tym kontekście decyzja parlamentu Europejskiego o przewłaszczeniu depozytów Federacji Rosyjskiej i przekazaniu ich Ukrainie (jeżeli dojdzie do skutku) jest przysłowiowym dolewaniem oliwy do ognia. Aż dziw bierze, że tak ważne wydarzenie i to odbywające się w kraju naszego sąsiada nie zostało zauważone przez naszych polityków i media krajowe głównego nurtu. Pomijam tu tandetną propagandę, którą tu i ówdzie nas obdarzono. Zdaje się, że jedni i drudzy przyjęli metodę strusia, który chowając głowę w piasek myśli, że jest niewidoczny dla otoczenia. Dlatego też na zaproszenie red. Piotra Szlachtowicza mówię co nieco o tym wydarzeniu i jeszcze więcej o jego potencjalnych konsekwencjach dla Polski. Zatem zapraszam państwa na kolejny odcinek programu z cyklu „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, który tym razem ma formę wywiadu jakiego udzieliłem telewizji P.S.TV
BRICS (obecnie 9 krajów z tzw. globalnego południa, stąd akronim BRICS+) to „Organizacja państw nowego typu” lub według innej definicji to <Międzycywilizacyjne stowarzyszenie państw dla “Nowej Ery”>. Tak, czy inaczej jest to bez wątpienia fenomen polityczny XXI wieku, któremu warto i należy się z uwagą przyglądać. Zważywszy, że państwa BRICS+ to 45% populacji światowej i 37% światowego PKB (wg. wskaźnika ppp), aż dziw bierze, że w naszym nieszczęśliwym kraju fenomen ten jest zupełnie nieobecny w debacie publicznej. Może to świadczyć o małej spostrzegawczości oraz samodzielności politycznej i intelektualnej “naszej” klasy politycznej i wspierających ją środowisk naukowo-eksperckich. Zupełnie innego zdania są nie tylko Węgrzy, czy Turcy, ale również Niemcy i Francuzi, którzy indywidualnie negocjują i poszerzają relacje (głównie gospodarcze) z państwami BRICS. A czym jest w rzeczywistości ten realny byt polityczny XXI wieku i jaka powinna być polityka państwa polskiego wobec BRICS+, mówię w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
Powódź, która nawiedziła południowo – zachodnie tereny Polski, poza współczuciem i potrzebą pomocy poszkodowanym, jest też dobrym, bo laboratoryjnym wręcz przypadkiem pozwalającym ocenić jakość funkcjonowania państwa polskiego. Ocenę tę należy przeprowadzić na chłodno, unikając włączania się w, po raz kolejny wywołaną, jałową walkę plemienną. Uwaga ta wynika z prostej refleksji, że bez względu na to kto w danym momencie sprawuje władzę, to Rzeczpospolita Polska jest naszym, a nie rządzących polityków, państwem! I dlatego powinniśmy skoncentrować się przede wszystkim na ocenie jakości pracy państwowych instytucji, stosowanych procedur i rozwiązań systemowych, szczególnie w stanach zagrożenia. A to z kolei wynika z potrzeby zastosowania w praktyce zasady pomocniczości, to znaczy systemu delegowania spraw, z którymi obiektywnie nie możemy poradzić sobie indywidualnie na poziomie gminy i dalej: gmina na poziomie województwa, a województwo na poziomie kraju, tj. rządu. Ostatecznie po to m.in. zorganizowaliśmy się w byt polityczny, jakim jest państwo, oddając mu część naszej wolności i suwerenności. Klęski żywiołowe zdarzały się zawsze i niestety będą również zdarzały się w przyszłości. Dlatego też ocena jakości zarządzania państwem, w tym przypadku rządu, jego agend, służb i podległych mu instytucji, będzie w znacznym stopniu zależała od tego, jak zapobiegał skutkom klęsk żywiołowych, jak był przygotowany na wypadek wystąpienia klęski i wreszcie, jak zarządzał sytuacją kryzysową, wtedy, kiedy klęska żywiołowa już się wydarzyła.
A dokonując oceny rządzących, zarówno tych wczoraj jak i dzisiaj, przypomnijmy sobie dość surowo brzmiące, ale prawdziwe zdanie, wypowiedziane przez George Orwella (autora takich pozycji, jak: „Rok 1984”, czy „Folwark zwierzęcy”):
„Ludzie którzy głosują na nieudaczników, złodziei, zdrajców i oszustów, nie są ich ofiarami. Są ich wspólnikami.”
Wypowiedzenie tego zdania podczas nagrania zablokowała mi „cenzura wewnętrzna”, dlatego publikuję je tutaj. ![]()
O tym czy państwo polskie i rządzący nim (dzisiaj i wczoraj), w obliczu ostatniej klęski żywiołowej, zdało egzamin, mówię w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
P.S.
Mała korekta jednego z parametrów przywołanych przeze mnie w nagraniu. Otóż tempo zrzutu wody ze zbiornika do Nysy Kłodzkiej w krytycznym momencie oczywiście wynosiło 1000m3 na sekundę, a nie na godzinę, jak omyłkowo podałem.![]()
Na „rocznicowy” 50# odcinek programu zapraszam państwa, po krótkiej wakacyjnej przerwie, w pierwszy weekend września. Życzę udanych urlopów tym, którzy się na nie jeszcze wybierają i zachowania miłych wspomnień tym, którzy są już po.
Przekroczyliśmy właśnie półmetek tegorocznych wakacji. Dlatego też warto wykorzystać czas letniej kanikuły, który nam jeszcze pozostał, do przybliżenia sobie tematów, zagadnień i pojęć, które mogą pomóc nam zrozumieć naszą zagmatwaną i przekłamaną rzeczywistość. W tym tygodniu rekomenduję państwu trzy lektury, o przyjaznej objętości, różnych autorów i o rożnej tematyce, ale wszystkie mieszczące się w kategorii ekonomii politycznej, napisane publicystycznym językiem, tzn. łatwo przyswajalnym nawet dla przeciętnego czytelnika. A dlaczego warto sięgnąć właśnie po takich autorów, jak: Friedrich August von Hayek, Milton Friedman, czy nieodżałowany nasz kolega Krzysztof Dzierżawski? Ano m.in. dlatego, że opisywali oni – każdy w swoim czasie – zjawiska i zachowania ludzkie stymulowane lub ograniczane przez państwo i jego instytucje. Opisywali to w sposób nieoczywisty, a wręcz w opozycji do głównego nurtu myśli ekonomicznej i politycznej. Ale robili to rzetelnie, w sposób uczciwy intelektualnie i z rzadką przenikliwością. A jakie to lektury i dlaczego właśnie te są rekomendowane przeze mnie na drugą część wakacji, mówię w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
28 lipca 1914 roku Cesarstwo Austro-Węgierskie wypowiedziało wojnę Królestwu Serbii, co powszechnie uważane jest za początek I Wojny Światowej. Wojny, która okazała się nie tylko bardzo krwawą i rujnującą gospodarczo Europę, ale przede wszystkim wojną, która stała się zbiorowym samobójstwem Europy. Po okresie „Belle époque” Europa zaczęła ześlizgiwać się po równi pochyłej z pozycji światowego lidera w dzisiejszą otchłań. Co prawda my Polacy, i inne narody tej części kontynentu, odzyskaliśmy własne państwo i zyskaliśmy suwerenność, dlatego też inaczej oceniamy tę wojnę narodów, o którą modlił się Adam Mickiewicz: „O wojnę powszechną za Wolność Ludów! Prosimy cię Panie!” (Litania pielgrzymska, 1832 r.) A jaka jest kondycja dzisiejszej Europy, jej narodów i państw po 110 latach od tamtych wydarzeń? Trudno oprzeć się wrażeniu, że establishment europejski, którego emanacja polityczna rozsiadła się w Brukseli i Strasburgu uparł się, żeby po raz kolejny popełnić zbiorowe, europejskie samobójstwo. A jak my, zakochani bez pamięci w UE, tak jak swego czasu w Napoleonie Bonaparte, powinniśmy w tej sytuacji zachować się? Pewną wskazówkę daje François-René de Chateaubriand – francuski arystokrata, dyplomata i pisarz, żyjący na przełomie XVIII I XIX wieku – pisząc wówczas do Polaków: „Poważna polityka to jest gra interesów, a nie festiwal uniesień.” O tym wszystkim oraz o tym, jak wybrnąć z obecnego europejskiego „chocholego tańca”, mówię w kolejnym, rocznicowo-historycznym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
To dobre pytanie (tytułowe), na które niewielu komentatorów podjęło próbę znalezienia odpowiedzi. Dzisiejsza forma cenzury (a coraz częściej autocenzury), tj. tzw. „poprawność polityczna”, poważnie ogranicza swobodę wypowiedzi w debacie publicznej. Ale co tam, na pohybel wszystkim jawnym i ukrytym cenzorom, spróbujmy. Kategorie zysku lub strat w toczącej się wojnie powinniśmy rozważyć w dwóch aspektach: ekonomicznym (tj. finansowym) i politycznym (krótko i długookresowym). Ale zanim to zrobimy, to warto przypomnieć sobie dwie złote sentencje: 1/ autorstwa Carla von Clausewitz (pruski generał i teoretyk wojny, żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku) – „Wojna jest tylko kontynuacją polityki (głównie zagranicznej – dopowiedzenie własne) innymi środkami.”; 2/ Sun Tzu „Sztuka Wojny” (chiński generał i strateg, żyjący w VI p.n.e.) – „Jeśli jesteś pewien co do wroga, a wciąż masz wątpliwości co do sojusznika, spraw niech sojusznik zabije wroga. Nie marnuj własnych sił. Bacz na bilans zysków i strat.” Te dwie myśli powinny być pomocne w dokonaniu, krótkie, ale jednocześnie rzeczowej analizy wygranych i przegranych wojny toczącej się 1000 km od naszej południowo – wschodnia granicy. A zatem kto zyskuje, a kto traci na tej wojnie? Mówię o tym w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
Właśnie wkroczyliśmy w wakacje (przypomnę, że lato formalnie rozpoczęło się 22 czerwca) prawie tak dynamicznie jak wojska Wehrmachtu w granice ZSSR w 1941 roku. Zamiast relaksować się na nadmorskich plażach, żeglować po mazurskich jeziorach, ewentualnie wędrować po polskich górach, obserwujemy z zapartym tchem ważne, a może nawet bardzo ważne wydarzenia, które toczą się na naszych oczach w polityce światowej. Naszych, to znaczy tych, którzy mają szeroko otwarte oczy, a nie koncentrują się na naszym, krajowym grajdołku i plotkują jak u cioci na imieninach. Aktywność przywódców światowych, tych rzeczywistych (np. przewodniczący Xi Jinping, prezydent Władimir Putin) i tych malowanych (np. prezydent Emmanuel Macron, prezydent Joe Biden) jest rzeczywiście zadziwiająca. Dowodzi to niezbicie, że wchodzimy wielkimi krokami w końcową fazę przebudowy świata na miarę tej, która miała miejsce w 1990 roku (po upadku ZSSR), a być może nawet na skalę tej, którą zafundowała nam Wielka Trójka w Jałcie w lutym 1945 roku. Jakie są materialne dowody tej przebudowy i co z tego wynika dla Polski, mówię w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
Wakacje, wakacje, wreszcie wakacje! W ramach Wakacyjnego Latającego Uniwersytetu obok wypoczynku proponuję lekturę, która pozwoli przybliżyć podstawowe pojęcia ekonomiczne i pomóc w zredukowaniu deficytów w tym zakresie. Również tym, którzy zawodowo nie zajmują się ekonomią, a tym bardziej makroekonomią. Zatem polecam zbiór esejów genialnego publicysty i ekonomisty francuskiego z połowy XIX wieku pod wspólnym tytułem „Co widać, czego nie widać”, a tym publicystą był nieodżałowany Frédéric Bastiat.
Książka wydana przez Wydawnictwo: Fijorr Publishing, Instytut Liberalno-Konserwatywny jest dostępna w internecie i jej nabycie nie będzie stanowiło dla Państwa problemu. Natomiast treść przeczytana i przemyślana jest ekwiwalentem co najmniej jednego semestru realnego kursu i wykładów z ekonomii na naszych uczelniach. Zatem gorąco polecam i życzę udanego wypoczynku.
W kwietniu 1924 roku rozpoczął działalność Bank Polski (bank emisyjny – poprzednik Narodowego Banku Polskiego) i zaczął emitować nową walutę – POLSKIEGO ZŁOTEGO. Zatem wiosną tego roku przypadało stulecie wprowadzenia pełnowartościowej waluty narodowej, którą posługujemy się do dziś. Niestety jest to kolejna, ważna rocznica pominięta przez naszą pożal się Boże klasę polityczną, środowiska akademicki i nawet NBP. Dlatego tym bardziej warto przypomnieć, jak w kraju zrujnowanym IWŚ, trzy lata po zakończeniu wojen o granice państwa i przy inflacji wynoszącej ponad 3.500% (w roku 1923), udało się ówczesnemu rządowi kierowanemu przez premiera Władysława Grabskiego (pełnił również funkcje ministra skarbu), o własnych siłach dokonać tak doniosłego dzieła. Dzieła, które zostało przeprowadzone sprawnie, ale przy bardzo wysokich kosztach społecznych. Tak na marginesie, to równie wysokie koszty społeczne ponieśliśmy podczas reaktywacji złotówki w 1990 roku, w ramach tzw. planu Balcerowicza. O tym, jak z POLSKIM ZŁOTYM na przestrzeni ostatnich 100 lat bywało, kiedy wymiana pieniądza wiązała się z okradzeniem obywateli, a kiedy nie, mówię w kolejnym, rocznicowo-historycznym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
Krajobraz po bitwie, bitwie wyborczej, która rozpoczęła się 15 października ubr., a zakończyła w minioną niedzielę wyborami do Europarlamentu. Dogrywkę będziemy mieli w przyszłym roku podczas wyborów prezydenckich. Oby to nie była dogrywka na tą skalę, jaką była IIWŚ wobec IWŚ. W eurowyborach w Polsce odnotowaliśmy remis ze wskazaniem na Konfederację. W Europie małe trzęsienie ziemi i jak zwykle, choć nieco już poblakła – pewnie to efekt zmęczenia, rytualna histeria w lewicowo-liberalnych mediach. I tak we Francji (Zjednoczenie Narodowe p. Marine Le Pen) i Austrii (FPӦ śp. Jörga Haidera) wygrały partie antyestablishmentowe, a w wielu innych krajach, np. RFN (AFD), Hiszpanii (VOX) i Polsce (Konfederacja) odnotowały dobry lub bardzo dobry wynik. Co prawda dotychczasowe największe frakcje, tj. Grupa Europejskiej Partii Ludowej (Chrześcijańscy Demokracji) oraz Grupa Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów zachowały większość w Parlamencie Europejskim, ale znacznie liczniejsza obecność krytyków obecnego modelu UE nie pozostanie bez znaczenia. Należy przy tym pamiętać, że w polityce, tak jak na wojnie, liczy się przede wszystkim dynamika zdarzeń – odnotowane trendy, a te wprost wskazują kierunek zmian.
Co to znaczy dla Unii Europejskiej, a szczególnie dla krajów ją tworzących? Mówię w komentarzu nieoczywistym w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
„[…] problemem jest nie tylko obłędna zielona polityka, ale również imigracjonizm”, powiedział Theodor Weimer – szef niemieckiej giełdy (die Deutsche Bӧrse) w ujawnionym właśnie przez portal yungefreiheit.de (podaję za PCH24) przemówieniu na spotkaniu Rady Gospodarczej Bawarii 17 kwietnia br. Ponadto dodał, że partnerzy azjatyccy coraz częściej pytają: „[…] co tak właściwie motywuje niemiecki rząd do takiej a nie innej polityki i ostrzegają, że doprowadzi to do klęski.” No właśnie, co tak naprawdę motywuje rząd niemiecki i będącą pod jego wpływem biurokrację brukselską do takiej polityki? Dodajmy, że z perspektywy praw ekonomii i nawet fizyki, polityki całkowicie absurdalnej! Ta ważna i jednoznacznie krytyczna wypowiedź jednego z najważniejszych członków niemieckiego establishmentu daje do myślenia. Zatem czy jest nadzieja, że opamiętanie polityczne, szczególnie w polityce gospodarczej, konieczne do odbudowy sił witalnych narodów i krajów Europy przyjdzie z Niemiec? I jak w tej dynamicznej sytuacji powinien zachować się polski rząd, mówię w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
Wychodzić, czy nie wychodzić, oto jest pytanie? XX-lecie wstąpienia Rzeczpospolitej Polskiej (o numerze porządkowym III) do Unii Europejskiej, które obchodziliśmy 1 maja, przeszło praktycznie bez większego echa. Co prawda tu i ówdzie pojawiły się dość nieśmiałe komentarze i bardzo powierzchowne oceny bilansu przynależności Polski do tej wciąż tylko międzynarodowej organizacji, ale jednocześnie nie poddano tego wydarzenia głębszej refleksji. Ciekawe dlaczego? Czy przyczyną tego stanu rzeczy było całkowite zaabsorbowanie wojną polsko-polską prowadzoną przez zantagonizowane strony (udrapowane w partie polityczne), czy też być może świadomość przynajmniej części klasy politycznej (i wspierających ją propagandystów), że rzeczywisty bilans przynależności Polski do UE jest co najmniej nieoczywisty? Choć co do tego, że był to ważny akt o doniosłym znaczeniu politycznym, mam nadzieję, nie będziemy się spierali. A o tym jakie są jego rzeczywiste konsekwencje (tj. bilans korzyści i strat dwudziestoletniej obecności Polski w UE) na płaszczyźnie: politycznej, ekonomicznej i społeczno-cywilizacyjnej oraz jakie są możliwe scenariusze na przyszłość, mówię w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
Tytułowa „murzyńskość” to barwna figura retoryczna wypowiedziana przez jednego z prominentnych polityków (wówczas i dzisiaj) podczas nagranej w 2014 roku (jak najbardziej nielegalnie) prywatnej rozmowy. Ale czy politycy w ogóle maja jakąś strefę prywatności, wyłączoną spod publicznej ciekawości i osądu? Pozostawiam to pytanie otwartym. Wracając do meritum, to odpowiedź na tytułowe pytanie odniosę do polskiej gospodarki, choć pierwotnie użyte (nieco prowokacyjnie, przyznaję) określenie: „murzyńskość”, dotyczyło sfery czysto politycznej.
Warto przypomnieć, że po 1989 roku, kiedy to miała miejsce wiekopomna przemiana ustrojowa, w sferze gospodarczej obserwowaliśmy dwa równoległe procesy. Pierwszy (negatywny) polegał na tym, że na skutek nieroztropności, a często i nieuczciwości oraz rażącego braku kompetencji nowych elit politycznych, następowała dramatyczna deindustrializacja kraju – trwała praktycznie przez całą dekadę lat 90. XX wieku. Tak jak już zapowiadałem, zrobię o tym zjawisku odrębny program. Drugim procesem (tym razem pozytywnym), będący wynikiem nadanych swobód gospodarczych (na mocy ustawy Mieczysława Wilczka, która weszła w życie 1.01.1989r.), była niebywała eksplozja przedsiębiorczości, którą bez przesady można nazwać „polskim cudem gospodarczym”. Był on udziałem wielu milionów polskich przedsiębiorców, ale kilkanaście – kilkadziesiąt powstałych wtedy przedsiębiorstw zbudowało potencjał na miarę co najmniej europejską. O trzech takich przedsiębiorstwach z różnych branż, jako swego rodzaju studium przypadku (ang.: case study), ale każdorazowo zbudowanych i rozwiniętych w oparciu o pomysł, determinację i konsekwentne działanie polski przedsiębiorców i/lub menadżerów, opowiadam w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
De(z)industrializacja, to trudne do wymówienia słowo, ma jak najbardziej praktyczne znaczenie. Otóż oznacza po prostu odprzemysłowienie. Zatem jest to proces, który degraduje naszą gospodarkę, szczególnie jej część wytwórczą. Tym samym redukuje nasze szanse na wybicie się na samodzielność ekonomiczną i niepodległość polityczną, nie mówiąc już o stałym wzroście standardu życia dla większości obywateli kraju. GUS właśnie ogłosił kolejną, znacznie dłuższą od poprzedniej listę przedsiębiorstw, które zamierzają znacznie zredukować stan zatrudnienia lub wręcz zakończyć działalność. W znakomitej większości są to przedsiębiorstwa z dominującym kapitałem zagranicznym, działające dotychczas na terenie Polski i czerpiący z tej działalności spore pożytki. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie absurdalna polityka poprzedniego i wielu wcześniejszych polskich rządów, które uprzywilejowywały kapitał zagraniczny, nawet ten spekulacyjny (patrz decyzje PMM wobec banku inwestycyjnego ze „wschodniego wybrzeża”), opodatkowując na ich rzecz polski sektor MŚP. Bo taki praktyczny wymiar miały „budżetowe” dotacje dla zagranicznych inwestorów, którzy właśnie teraz (pewnie po wyczerpaniu ulg i zwolnień) zwijają swoją działalność. O tym, czy de(z)industrializacja – bez wątpienia szkodliwy proces – jest do zatrzymania i czy można go odwrócić, mówię w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do obejrzenia i wysłuchania którego serdecznie Państwa zapraszam.
Polskie marki, jako światowe marki, a co najmniej europejskie, to jest to co chcielibyśmy mieć, ale niestety nie mamy. Choć po deindustralizacyjnym tsunami (tj. swego rodzaju odprzemysłowieniu) z lat 90. ubiegłego wieku, szczęśliwie kilka-kilkanascie marek i stojących za nimi produktów rodzimego przemysłu pozostało, to nie są one postrzegane jako marki światowe, czy choćby europejskie. A jak wiemy większość krajów rozwiniętych przemysłowo takie marki posiada i czerpie z tego pożytki nie tylko wizerunkowe, ale również jak najbardziej ekonomiczne. O tym, jakimi markami o potencjale co najmniej europejskim kiedyś dysponowaliśmy i jak należałoby je odbudować mówię w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do obejrzenia i wysłuchania którego serdecznie Państwa zapraszam.
Wybory, wybory i znów wybory. Tym razem w najbliższą niedzielę, tj. 7 kwietnia będziemy głosowali na wójtów/burmistrzów/prezydentów, radnych do rad gmin/miast, powiatów i sejmiku wojewódzkiego. Zatem dostaniemy aż cztery listy. To chyba jest ten przypadek, kiedy od nadmiaru głowa jednak może rozboleć.
No ale skoro chcieliśmy demokracji, to ją mamy. Choć między Bogiem a prawdą muszę powiedzieć, że samorząd terytorialny, a do jego władzy wykonawczej i uchwałodawczej będziemy właśnie wybierali, jest tą zmianą ustrojową po 1989 roku, która najbardziej nam się udała. Dlatego warto, moim skromnym zdaniem, pofatygować się do lokali wyborczych i wybrać najlepszych spośród zgłoszonych kandydatów. A czym się kierować w czasie wyboru, a wypowiadam się jako praktyk i teoretyk samorządowy, mówię w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do obejrzenia i wysłuchania którego serdecznie Państwa zapraszam.
Cud, prawdziwy cud, co prawda tylko polityczny, ale zawsze, zdarzył się 8 marca – na trzy tygodnie przed Świętami Wielkanocnymi – na „Zielonej Wyspie”, czyli w Republice Irlandii. Jak wiemy 8 marca w wielu krajach, w tym w naszym, obchodzone jest „Święto Kobiet”. W dawnych czasach, kiedy to „święto” wprowadzono, kojarzyło się ono z wręczaniem kobietom w zakładach pracy goździka, deficytowych rajstop i rytualnym pijaństwem mężczyzn, tj. kolegów z pracy i mężów. I pewnie dlatego z pewną polityczną perwersją rząd Irlandii, kierowany przez bardzo progresywnego i nad wyraz współczesnego premiera, ogłosił referendum konstytucyjne w tym dniu. Irlandczycy głosowali nad dwoma poprawkami do konstytucji, mającymi zmienić dotychczasowe konserwatywne, czyli wynikające z obowiązujących od zawsze obyczajów, prawa. A jak wiemy z lekcji historii dobre prawo to te, które opisuje i kodyfikuje utrwalony zwyczaj.
Zatem głosowano: 1/ poprawkę nr 39: „państwo uznaje rodzinę, czy to opartą na małżeństwie, czy też innej trwałej relacji, za naturalną, pierwotną i podstawową komórkę społeczną” odnoszącą się do dotychczasowego zapisu: „państwo uznaje rodzinę za naturalną, pierwotną i podstawową komórkę społeczną”. Dodatkowo proponowano wykreślenie ze zdania „państwo zobowiązuje się strzec ze szczególną troską instytucji małżeństwa, na której opiera się rodzina, i chronić ją przed atakami” słów „na której opiera się rodzina”; 2/ poprawkę nr 40: „państwo uznaje, że świadczenie opieki przez członków rodziny na rzecz siebie nawzajem ze względu na istniejące między nimi więzi daje społeczeństwu wsparcie, bez którego nie można osiągnąć wspólnego dobra, i będzie dążyć do wspierania takiego świadczenia” odnoszącą się do dotychczasowego zapisu: „państwo uznaje, iż poprzez swoje życie w domu kobieta daje państwu wsparcie, bez którego nie można osiągnąć wspólnego dobra” i „matki nie będą zmuszone przez konieczność ekonomiczną do angażowania się w pracę, zaniedbując swoje obowiązki w domu”.
I jaki był wynik tego głosowania? Otóż poprawkę nr 39 odrzucono większością 67,7% głosów, natomiast poprawkę nr 40 odrzucono większością 73,9% głosów. Jakie były tego przyczyny i jakie to wydarzenie może mieć wpływ na pozostałe kraje UE, mówię w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do obejrzenia i wysłuchania którego serdecznie Państwa zapraszam.
Jak przełamać tę organiczną niezdolność do nawiązywania efektywnej współpracy nauki z biznesem i biznesu z nauką? Oto iście hamletowskie pytania (w oryginale: być, albo nie być, oto ….).
Dlaczego oba tak ważne i wartościowe dla kraju środowiska, jak uczelnie wyższe i przedsiębiorstwa, poza nielicznymi wyjątkami, nie są w stanie współpracować ze sobą na obopólnie korzystnych warunkach, czyli w modelu w2w? Odpowiedzi na to pytanie poszukujemy od blisko trzydziestu lat. I to w sytuacji, kiedy wiele uczelni – szczególnie technicznych – ma formalnie rzecz biorąc Centra transferu technologii, czy Inkubatory przedsiębiorczości. Być może sformułowanie „formalnie” jest kluczem do odpowiedzi.
Jednocześnie należy pamiętać, że w relacji tej, tj. biznes – nauka; nauka – biznes, to uczelnie są oferującym (sprzedającym), a przedsiębiorstwa zamawiającym i kupującym usługi i produkty środowiska akademickiego. Zatem, zgodnie z prawami rynku, inicjatywa w nawiązaniu współpracy gospodarczej powinna być po stronie … uczelni. Tak to jest w dojrzałych i zamożnych krajach. Dlaczego w Polsce wciąż tego nie potrafimy i jak można by wyjść z tej przysłowiowej kwadratury koła, mówię w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do obejrzenia i wysłuchania którego serdecznie Państwa zapraszam. Uzupełnieniem mojej wypowiedzi jest materiał nagrany na Uniwersytecie Łódzkim, o czym mówię w programie.
Czy wreszcie nadchodzi zmierzch szaleństwa elektro-mobilności i całego „zielonego ładu“? Ostatnio pojawiły się pewne jaskółki. Obok zdecydowanych i masowych protestów rolników w całej Europie, również wiodące koncerny samochodowe jakby zaczęły trzeźwieć. „O tym, jaki będzie procentowy udział elektryków w gamie marki, zdecydują przede wszystkim klienci”, powiedział dyrektor generalny Toyota Motor North America Ted Ogawa, w wywiadzie udzielonym Automotive News Europa. I dodał, że w 2030 roku elektryki będą stanowić ok. 30%, a nie 50% jak wcześniej zakładano, amerykańskiego rynku samochodowego (za Autokult z 6.03.br.). Wtóruje mu dyrektor generalny Mercedesa – Ola Källenius oświadczając, że Mercedes, ze względu na spadek popytu na elektryki (wycofano dotacje rządowe) został zmuszony do skorygowania swoich strategicznych celów i nie zrezygnuje z produkcji silników spalinowych. Pierwotnie miały one zniknąć z oferty koncernu w 2030r. (za Interia MOTO z 24.02.br.) Jeżeli dodamy do tego coraz głośniejsza i odważniejszą krytykę niskiej sprawności, niestabilności i nieefektywności ekonomicznej (uwzgledniającej koszty inwestycji, eksploatacji i utylizacji) tzw. odnawialnych źródeł energii (poza wodą), to być może jesteśmy w przededniu przewartościowania ideologii i wynikającej z niej polityki gospodarczej, która dewastuje Europę od blisko trzydziestu lat. O tym, jaki jest przebieg tego procesu i jakie mogą być jego konsekwencje, mówię w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do obejrzenia i wysłuchania którego serdecznie Państwa zapraszam.
Jak trafnie zauważył jeden z publicystów: skradziono nam wiek XIX. Nam Polakom. Nie mieliśmy własnego państwa, za wyjątkiem wielce obiecującego piętnastolecia Królestwa Polskiego (1815 – 1831, choć formalnie zlikwidowane dopiero w 1874r.), traciliśmy czas, majątki i żywotne siły narodu na kolejne powstania pozbawione jakichkolwiek szans powodzenia, a inni w tym czasie budowali swoją potęgę gospodarczą i polityczną. Najciekawszym, moim zdaniem, europejskim przypadkiem tamtego wieku wcale nie jest Francja, czy Wielka Brytania, nawet nie zjednoczone Włochy. Tym przypadkiem jest Królestwo Pruskie, które po podboju Niemiec przekształciło się w 1871r. w Cesarstwo Niemieckie (zwane też II Rzeszą). O tym, jak rozbite i zrujnowane finansowo państwo (rok 1815), o podobnym terytorium i potencjale demograficznym (zachowując właściwe proporcje) jak dzisiejsza Polska, przekształciło się w ciągu niespełna trzech pokoleń w mocarstwo europejskie, które wydało wojnę całemu światu (w 1914r.) i jaka lekcja może z tego wynikać dla Rzeczpospolitej ad. 2024, mówię w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do obejrzenia i wysłuchania którego serdecznie Państwa zapraszam.
„Chłop potęgą jest i basta” (to Stanisław Wyspiański); „Ale mniejszą niż niewiasta” (dopowiedział Jan Sztaudynger). W ten nieco humorystyczny sposób rozpocząłem komentarz do bardzo poważnego tematu, jakim są obecne protesty polskich rolników. Szczególnie intensywnie występują one na naszej południowo-wschodniej granicy, przez którą to granicę przeciekają – jak woda przez durszlak – niekontrolowane ilości bardzo marnej jakości (w znacznej części) zboża, produkowane w sposób przemysłowy przez międzynarodowych, instytucjonalnych latyfundystów i oligarchów na Ukrainie. Jest to pierwszy i główny powód protestów. Drugim, dodajmy równie słusznym powodem, jest niezgoda polskich rolników na absurdy tzw. „Zielonego ładu”, który oprotestowali już i to w znacznie bardziej widowiskowy sposób rolnicy niemieccy, belgijscy i francuscy. Zatem problem jest bardzo poważny. A o tym jakie może mieć konsekwencje polityczne i gospodarcze oraz jak należałoby go rozwiązać, mówię w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do obejrzenia i wysłuchania którego serdecznie Państwa zapraszam.
„Si vis pacem, para bellum” (dosł. „Jeśli chcesz pokoju, gotuj się do wojny”) mawiali starożytni Rzymianie. Ta maksyma gwałtownie wróciła do mediów i na salony polityczne po ubiegłotygodniowej wypowiedzi Donalda Trumpa, byłego i prawdopodobnie przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki. Sens tej wypowiedzi był mniej więcej taki, że kraj – członek NATO, który nie przeznacza ustalonych 2%PKB rocznie na zbrojenia (a jest to przypadek wszystkich dużych państw zachodnioeuropejskich), nie powinien liczyć na obronę przez US Army – stanowiącą ¾ siły bojowej NATO. Co prawda D. Trump powiedział to na wiecu wyborczym w prowincjonalnym Conway (Karolina Pd.) i w formie anegdoty, ale mimo to wywołał burzę, głównie w rozbrojonej i ukąszonej pacyfizmem Europie. Jakie płyną z tego, tzn. z samej wypowiedzi i histerycznej reakcji na nią, wnioski dla nas? Dość proste i oczywiste, a mianowicie: „Si vis pacem, para bellum”. O tym, jak odbudować i rozbudować własny przemysł zbrojeniowy oraz jakie mogą wynikać z tego korzyści militarne, ekonomiczne i polityczne dla Rzeczpospolitej, mówię w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do obejrzenia i wysłuchania którego serdecznie Państwa zapraszam.
„Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie.” Cytat ten, pochodzący z aktu fundacyjnego Akademii Zamojskiej, 1600 r., przyszedł mi na myśl po wysłuchaniu lamentu części środowisk oburzonych propozycjami nowej pani Ministry Edukacji Narodowej. W lamentach tych jest, jak to zwykle u nas, wiele niekonsekwencji. Bo jeżeli przyznaje się – prawem kaduka – uprawnienia Ministerstwu (w praktyce jego urzędnikom i politykom nim kierującym) do określania wysokości pensji nauczycieli, liczby godzin lekcyjnych w całości i dla poszczególnych przedmiotów, liczby lektur, zakresu prac domowych itd., itd., to nie można mieć pretensji, że jeden minister zdecyduje, iż mają być dwie lekcje religii i cztery w-f, a inny odpowiednio, że jedna i dwie. Taka jest logika organizacji i zarządzania szkołami państwowymi, w praktyce prowadzonymi przez JST, które są przecież częścią państwa. Stawiam tezę, że jako, że nie jesteśmy już społeczeństwem analfabetów (choć niektórzy twierdzą, że utrwala się analfabetyzm wtórny), że stoją przed nami ogromne wyzwania cywilizacyjne, szczególnie w zakresie organizacji i zarządzania państwem oraz konieczność włączenia się w światowy wyścig technologiczny, potrzeba nam przemyślanej, gruntownej i odważnej przebudowy systemu szkolnictwa na wszystkich poziomach. Jednym z pożądanych rezultatów takiej przebudowy powinna być redukcja liczby szkół państwach na rzecz edukacji domowej, szkół społecznych i prywatnych oraz powrót do szkolnictwa elitarnego dla szczególnie uzdolnionej młodzieży (bez względu na stopień zamożności – stypendia). Służyć temu może zmiana sposobu finansowania edukacji w kraju, przy zachowaniu – jeżeli już musi być – jej powszechności. Jak to zrobić, mówię w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do obejrzenia i wysłuchania którego serdecznie Państwa zapraszam.
egoroczne Światowe Forum Ekonomiczne w Davos szczęśliwie zakończyło się 19 stycznia br. Było to już 54 forum, choć dopiero od kilkunastu, może dwudziestu lat budzi takie zainteresowanie i tyle złych emocji. Jest to forum, na które, jak głosi legenda, zlatują się możni tego świata. Ale czy indywidualny – osobniczy, jak mówił mój profesor – status najważniejszych jego uczestników (na podstawie oficjalnej kolejności dziobania) jest taki sam? Czy dajmy na to prezydent Józio Biden ma taką samą osobistą siłę sprawczą (władztwo), jak przewodniczący Xí Jìnpíng? A prezydent Emmanuel Macron ma taką samą samodzielność w podejmowaniu decyzji, jak prezydent Recep Tayyip Erdoğan? Oczywiście nie. Zatem mamy już w tym miejscu do czynienia z pierwszym poważnym przekłamaniem; otóż przywódcy światowi, tj. realni przywódcy mocarstw światowych i regionalnych z tzw. południa, spotykają się z „rzecznikami prasowymi” rzeczywistych rządów (poetycko nazywanych deep state), udrapowanych w różne demokratyczne przebrania: raz to prezydenta, innym razem premiera, a jeszcze innym razem w przewodniczącego jakiejś międzynarodowej organizacji. Jak choćby pewien komunista etiopski o nazwisku Tedros Adhanom Ghebreyesus obsadzony w roli dyrektora generalnego WHO. Tegoroczne forum przypominało nieco „bal na Titanicu”, ale obfitowało również w wiele, chyba niezamierzonych, efektów komicznych. O tym wszystkim mówię w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do obejrzenia i wysłuchania którego serdecznie Państwa zapraszam.
P.S.
W Internecie, wobec wypowiedzi Mr Damona Imaniego – to ten jegomość z podbitym okiem stojący na mównicy; cytowany również w moim nagraniu – ujawniły się dwie szkoły: falenicka i otwocka. Jedna mówi, że wypowiedź tego jegomościa (wielce dosadna w swej treści) miała rzeczywiście miejsce w Davos. Druga, że jest to tylko bardzo zgrabny montaż (przez młodzież nazywany fejkiem). A jak było naprawdę? To muszą już Państwo sami rozstrzygnąć.![]()

Wszystkie reakcje:
22
„Cywilizacje nie giną, cywilizacje popełniają samobójstwa”, jak trafnie zauważył Arnold Joseph Toynbee – jeden z najwybitniejszych w XX wieku znawców historii cywilizacji. Podobnie jest z dzisiejszą Europą (przede wszystkim Unią Europejską), która nie ginie na skutek presji zewnętrznej, tylko jest na najlepszej drodze do popełnienia gospodarczego, politycznego, a w efekcie końcowym, cywilizacyjnego samobójstwa. Jest to samobójstwo na raty i prowadzone w coraz mniej wyszukany sposób. O tym jakie są tego przyczyny i czy jesteśmy skazani na nieuchronny upadek, tak jak Cesarstwo Zachodnie (Rzym) w V wieku n.e., a Wschodnie (Bizancjum) w XV wieku, mówię w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
Spróbujmy nakreślić – na nowy 2024 rok – trzy możliwe scenariusze rozwoju sytuacji gospodarczej w kraju, w funkcji polityki i działań nowego rządu. Zgodnie z zasadami sztuki te trzy scenariusze to: pesymistyczny, optymistyczny i jakiś pośredni, który w planach biznesowych określany jest mianem optymalnego, a w sferze polityki jest raczej „wypadkową przypadkowych”. A skoro już mamy kryzys państwa (instytucjonalny, finansów publicznych i za progiem gospodarczy), o czym mówiłem w poprzednim odcinku, to jak powiadał Winston Churchill: „Nie pozwólmy, aby tak dobry kryzys się zmarnował”.
Zatem jakie to scenariusze i jakie mogą mieć konsekwencje zarówno ekonomiczne, jak i polityczne, mówię w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
Bilans zamknięcia równa się bilans otwarcia, czyli autorskie podsumowanie 2023 roku. Roku zdominowanego przez zmianę warty w polityce krajowej, a w konsekwencji zakończenia ośmioletnich rządów „dobrej zmiany”, nazywającej samą siebie „zjednoczoną prawicą”. O tym, że ani zjednoczona, ani prawica mówiłem wielokrotnie. Zresztą nie byłem w tym względzie ani szczególnie oryginalny, ani odosobniony. Co nam pozostawia ta „najbardziej patriotyczna” formacja w dziejach III RP, a być może nawet najnowszej historii Polski, jak naiwnie wierzą jej wyznawcy? Co jest jej największym sukcesem, a co porażką? Bezsprzecznie za największy sukces możemy uznać wmówienie kilku milionom prostodusznych Polaków, że PiS (z akolitami) jest formacją prawicową i działał w interesie polskiej racji stanu – choć tej nigdy nie zdefiniował. Działał zatem – jak widać – pod obca flagą ideową. A w rzeczywistości zamykał własnych obywateli w aresztach domowych (w czasie tzw. pandemii) i kościoły przed wiernymi (po raz pierwszy w dwutysiącletniej historii), zamykał i fizycznie niszczył kopalnie węgla kamiennego, zadłużał bez opamiętania państwo u międzynarodowych spekulantów i psuł na niespotykaną skalę (nawet jak na standardy III RP) dobre obyczaje w obsadzaniu ważnych stanowisk rządowych (ministerstwa, agencje, instytucje) i gospodarczych (spółki skarbu państwa). Zatem, czym był tak naprawdę obóz „zjednoczonej prawicy”? Ano populistyczną, dyletancką w rządzeniu partią władzy, trafnie przezwaną „nieudolną grupą rekonstrukcyjną sanacji”. A jaki pozostawia nam i nowemu rządowi stan państwa? O tym mówię, korzystając z piątki – ulubionej formuły obozu „dobrej zmiany”, w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do którego obejrzenia i wysłuchania serdecznie państwa zapraszam.
Opera mydlana jaka została odegrana w i przed gmachem telewizji zwanej publiczną lub państwową, a w rzeczywistości będącą w ostatnich latach mało wyszukaną, że posłużę się tym możliwie eleganckim określeniem (to dlatego, że piszę te słowa w przeddzień Wigilii Bożego Narodzenia), tubą propagandową obozu władzy (doprecyzujmy – ustępującej władzy), zainspirowała mnie do podzielenia się z państwem refleksją nad tym „Ile mamy państwa w państwie”. Co z tego wynika? I czy na taki stan rzeczy jesteśmy skazani do końca świata? W konkluzji wypowiedzi mówię, jakie były by konsekwencje zmniejszenia udziału państwa w państwie dla samej Rzeczpospolitej, nas jej obywateli i kondycji finansów publicznych (przypomnę, w całości pochodzących z naszych podatków). Zapraszam do obejrzenia i wysłuchania już 25 odcinka – to taki mały jubileusz, a zgodnie z modnymi obecnie feminatywami jubileuszek (per analogia do ministerki i premierki) – programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”.
Czy stać nas na 2500 ambasadorów „Marki Polska”? To pytanie tytułowe kolejnego mojego mini wykładu (link poniżej). O tym, że niezmiernie cenną rzeczą byłoby mieć taką liczbę promotorów polskiej gospodarki, polskiej kultury i sojuszników w realizacji wybranych celów polskiej polityki zagranicznej, mam taką nadzieję, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Dzisiaj rywalizacja gospodarcza, a w konsekwencji również polityczna, prowadzona jest na terenie państw określanych kiedyś mianem krajów „trzeciego świata”. Jest to już nieco anachroniczne pojęcie z doby „zimnej wojny”, wymyślone przez francuskiego demografa i socjologa w 50.latach XX wieku. Dzisiaj Brazylię, Meksyk, Indie, Koreę Pd., czy nawet Indonezję trudno jest uważać za kraje „trzeciego świata”. Niemniej szybko rozwijające się państwa Azji i Ameryki Pd. oraz bogate w surowce z dynamicznie rosnącymi rynkami zbytu (imponujące wzrosty demograficzne) kraje Afryki, są jak najbardziej realne. I o tym jak, nie mając obciążeń kolonialnych, ale mając ogromną grupę potencjalnych „ambasadorów”, Polska skutecznie mogłaby wejść na rynki tych krajów z ofertą współpracy gospodarczej i handlowej, mówię w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do obejrzenia i wysłuchania którego serdecznie Państwa zapraszam.
Cioteczka Unia – w ubiegłym roku – sypnęła nieco groszem i zasiliła polski rząd kwotą 1,4 mld zł (tj. 1400 mln zł) na wsparcie programu utworzenia 120 Branżowych Centrów Umiejętności. Centra takie działają w wielu krajach UE, szczególnie aktywne są w Niemczech. W dalekiej Portugalii, wykorzystując takie Centrum dedykowane branży skórzanej odbudowano przemysł skórzany, w tym przede wszystkim obuwniczy i na powrót uczyniono go wizytówką tego niewielkiego kraju. W Polsce, nie wiedzieć czemu, prowadzenie programu utworzenia 120 BCU i wydanie góry pieniędzy przeznaczonej na jego realizację, powierzono urzędnikom Ministerstwa Edukacji i Nauki. A ci, jak to urzędnicy, wiedzą lepiej od praktyków życia gospodarczego i organizacji samorządu gospodarczego, co jest potrzebne naszym przedsiębiorcom do zwiększenia szans podjęcia skutecznej walki konkurencyjnej z zagranicznymi podmiotami. Zatem jesteśmy, po raz kolejny, na najlepszej drodze do zmarnowania otrzymanych funduszy (skoro już je otrzymaliśmy), podążając za fanaberiami niekompetentnych urzędników, a nie odpowiadając na realne potrzeby gospodarki narodowej opartej na sektorze MŚP. O tym, że tak nie musi być i o tym, że jest wypracowany alternatywne sposób organizacji i pracy Branżowych Centrów Umiejętności mówię w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do obejrzenia i wysłuchania którego serdecznie Państwa zapraszam.
Jak naprawić państwo polskie? To nielada wyzwanie stojące przed nowym rządem, tym, który zostanie wyłoniony przez większość parlamentarną. Tak, jak już wspomniałem w poprzednich postach, państwo polskie jest w kryzysie politycznym, instytucjonalnym i organizacyjnym, gospodarczym i finansów publicznych oraz niestety również tożsamościowym. Prawdę mówiąc to naród polski, rozumiany jako wspólnota polityczna żyjąca na terenie Rzeczpospolitej Polskiej, jest podzielony jak rzadko kiedy. Trudno będzie nam z tego wyjść. Dodatkowo właśnie skończyło się okienko prostych możliwości, w Warszawie mówią na tę okoliczność: „skończył się dobry fart”, co będzie wymagało od naszych rządzących i nas samych dodatkowego wysiłku i nielada roztropności, która to nie jest najmocniejszą cechą narodową. O tym jak trwale wyjść z ww. kryzysów, posiłkując się doświadczeniami własnymi i obcymi – a w szczególności fascynującą drogą, którą przeszło Cesarstwo Japonii w II połowie XIX wieku (okres nazywany rewolucją Meiji) – mówię w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do obejrzenia i wysłuchania którego serdecznie Państwa zapraszam.
„Nowy Jedwabny Szlak” to wielka strategia geopolityczna ogłoszona dziesięć lat temu (wrzesień i październik 2013 roku) przez Xi Jinping – przewodniczącego Chińskiej Republiki Ludowej. W ramach tego planu miała być zbudowana infrastruktura komunikacyjna łącząca drogą lądową i morską Chiny z Europą i Bliskim Wschodem, nowe (nowej jakości) relacje gospodarcze i polityczne z krajami leżącymi na szlaku oraz oczywiście znaczący wzrost w wymianie handlowej między wszystkimi stronami. Jego realizacja zakończyłaby dominację państw morskich, którą zdobyły one na skutek wielkich odkryciach geograficznych na przełomie XV i XVI wieku. Znaczące miejsce w tym projekcie, tj. „Nowego Jedwabnego Szlaku”, przyznano Polsce, która miała być centrum operacyjnym i logistycznym na kraje Skandynawskie, Europę Środkową i Bałkany. Realizacja tego przedsięwzięcia spowodowałaby, że Polska leżąca dzisiaj na peryferiach atlantyckiej Europy stałaby się bramą do Europy dla najszybciej rozwijającego się obecnie obszaru świata, tj. Dalekiego Wschodu i Azji Południowo – Wschodniej oraz bramą Europy do Azji. O tym dlaczego ten śmiały projekt nie powiódł się (póki co), czy jest szansa powrotu do jego realizacji, i wreszcie czy jest to, czy też nie jest korzystne dla Polski, mówię w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do obejrzenia i wysłuchania którego serdecznie Państwa zapraszam.
„Cenne dewizy” to było jedno z najbardziej pożądanych dóbr w starych, dobrych czasach nieboszczki PRL. Tak nazywano „twarde waluty” (np.: USD, CHF, GBP oraz inne już nieistniejące, takie jak: marka niemiecka, frank francuski, czy gulden holenderski) czyli te, które mogły być swobodnie wymieniane na wolnym ryku i którymi można – ba, wręcz trzeba było, płacić – za import towarów i usług z krajów kapitalistycznych (tj. wysoko rozwiniętych), a od drugiej połowy lat 70. XX wieku spłacać kredyty zaciągnięte w dewizach i dynamicznie rosnące odsetki od nich. Taka potrzeba (nie tylko ekonomiczna, ale również polityczna) wykoślawiła spojrzenie na EKSPORT towarów i usług wytwarzanych w kraju, czyniąc z niego (tj. z eksportu) wręcz bożka. Czy dzisiaj, po trzydziestu latach umiarkowanie co prawda, ale jednak wolnego rynku, nadal eksport powinien być faworyzowany, stymulowany ekonomicznymi i politycznymi decyzjami, czy polityka monetarna NBP (tj. ustalanie wartości PLN w stosunku do walut obcych) powinna być prowadzona w funkcji potrzeb eksporterów? I wreszcie do czego w ogóle jest potrzebny eksport? Na te i podobne pytania odpowiadam w kolejnym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do obejrzenia i wysłuchania którego serdecznie Państwa zapraszam.
W dobie wymiany rządu ustępująca ekipa hojnie obdarza nas licznymi szantażami moralnymi, które mają dowieść, że po jej ustąpieniu nastąpi nieuchronny koniec świata. Jednym z przedmiotów takiego szantażu jest zarzucenie lub istotne ograniczenie budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego, na którego potrzeby wydano już blisko dwa mld zł i stworzono kilkaset bardzo dobrze płatnych etatów. W ten sposób przedsięwzięcie to urosło do jednego z najbardziej hałaśliwych, współczesnych mitów.
Zatem: czy CPK, z czterema pasami po 4 km każdy i biznesplanem opartym na obsłudze 70 mln pasażerów rocznie, jest wyrazem megalomańskiej gigantomanii, czy też śmiałą wizją przyszłości? Czy dla budowy system połączeń kolejowych i drogowych warszawocentrycznych (tzw. szprychy) konieczne jest CPK, czy też będzie drogą fantasmagorią? Czy szukanie analogii pomiędzy CPK a portem w Gdyni jest uprawnione, czy też ma wyłącznie wymiar propagandowy? I wreszcie, czy na tak przewymiarowany projekt jest nas obecnie najzwyczajniej w świecie stać?
Na te wszystkie pytania odpowiadam w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do obejrzenia i wysłuchania którego serdecznie Państwa zapraszam.
Dalej już tylko smoki, pisali kartografowie na mapach średniowiecznych o nieznanych im częściach świata. I takie mityczne smoki są przed przyszłym rządem, zakładając, że misja p. M. Morawieckiego szczęśliwie nie powiedzie się. Smoki te będzie można spotkać w znacznej obfitości w sferze finansów publicznych. Wiemy, że jest źle, ale nie wiemy, jak bardzo jest źle. Nie wiemy ile zobowiązań i zaciągniętego długu ukryto, i nie wiemy do końca gdzie go ukryto w kraju (np. BGK) i zagranicą (np. Korea Pd.) O tym oraz innych zagrożeniach i wyzwaniach, z którymi będzie musiał zmierzyć się nowo powołany rząd, mówię w najnowszym odcinku programu pod wspólnym tytułem: „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do obejrzenia i wysłuchania którego serdecznie Państwa zapraszam.
Dziura budżetowa zaplanowana przez polski rząd na przyszły rok (2024r.) ma wynieść 164 mld zł?! Jest to niechlubny rekord i niemalże podwojenie deficytu z obecnego roku (92 mld zł w tegorocznym planie). Jakie to będzie miało konsekwencje dla nas zwykłych zjadaczy chleba? Czy jesteśmy skazani na kolejne, coraz bardziej dziurawe budżety? I wreszcie, czy państwo polskie wpadło już w pułapkę długu wieczystego? Na wszystkie te pytania odpowiadam w najnowszym programie z cyklu „Ireneusz Jabłoński o pieniądzach, władzy i polityce”, do obejrzenia i wysłuchania którego serdecznie Państwa zapraszam.